202004.30
0

COVID-19 i odwołana wizyta Xi Jinpinga w Tokio

Walka z koronawirusem w Japonii została znacznie zintensyfikowana. Przez wiele tygodni państwo to było przedstawiane jako świetnie radzące sobie z problemem pandemii COVID – 19. Jednak od początku kwietnia zaobserwowano gwałtowny wzrost infekcji, które na obecny moment tj. 29 kwietnia br. przekroczyły już czternaście tysięcy. Według profesora Nishiury Hiroshiego z Uniwersytetu Hokkaido, epidemia COVID – 19 może spowodować nawet do 400 tysięcy zgonów, a bez stanowczych działań rządu jeszcze więcej. O powadze sytuacji świadczy wprowadzenie przez premiera stanu wyjątkowego we wszystkich czterdziestu siedmiu prefekturach.

Jak w wielu przypadkach, pandemia spowodowała reset w stosunkach z Chińską Republiką Ludową, a kontrowersji nie brakuje w relacjach  na linii Tokio – Pekin. W lutym i marcu można było obserwować pozorne ocieplenie, wyrażające się we współpracy w walce z koronawirusem. Sytuacja ulega jednak pogorszeniu, ponieważ odwołano planowaną wizytę Xi Jinpiga w Tokio, a w napiętą sytuację włączyły się Stany Zjednoczone. W obliczu wzrastającej liczby zakażeń w Japonii oraz dynamicznie zmieniających się stosunków między Japonią i Chinami rodzi się wiele pytań. Po pierwsze co oznacza odwołanie wizyty Xi Jinpinga planowanej na kwiecień b.r.? Po drugie jak w szerszej perspektywie relacji w regionie należy postrzegać relacje bilateralne? Co na to Stany Zjednoczone i jak zareagowała prezydent Tajwanu Tsai Ing Wen?

W kwietniu miała odbyć się wizyta Xi Jinpinga w Tokio. Jak anonsowano miała to być pierwsza od dwunastu lat wizyta przewodniczącego Komunistycznej Partii Chin w Japonii i „kamień milowy” w stosunkach bilateralnych, które charakteryzują się dużym poziomem ambiwalencji. Przeprowadzenie takiego spotkania byłoby niemożliwe w stanie zamknięcia państwa, a premier Abe Shinzo zdawał się mieć do samego końca nadzieję, że jednak dojdzie do wizyty. Wymowny jest fakt, że nowe przepisy graniczne ograniczające międzynarodowy ruch zostały wprowadzone zaledwie trzy godziny po przełożeniu wizyty chińskiego przywódcy. Rząd w Tokio chciał zatem dostosować regulację ograniczeń ruchu międzynarodowego do zapowiadanej wizyty Xi Jinpinga w Tokio.

Z perspektywy Pekinu ta wizyta byłaby wizerunkowo bardzo korzystna. Pekin oskarżany ostatnio o zatajanie informacji o wirusie, wydalający amerykańskich dziennikarzy, wpływający na WHO mógłby pokazać, że nadal utrzymuje dobre relacje Tokio z Waszyngtonu. Tym samym dyplomacja chińska wywierałaby presję na administrację Donalda Trumpa. Pamiętajmy, że cały czas mamy do czynienia z konfliktem gospodarczym, który mimo dealu tzw. pierwszej fazy, wchodzi w kolejne etapy, negatywnie wpływając na dwustronną wymianę handlową.

Co ważne, podczas wizyty miał być podpisany dokument wyznaczający kierunki działań w relacjach bilateralnych i regionalnych. Byłby to pierwszy taki dokument od 2008 roku i piąty w historii. Pierwszy podpisano w 1972 roku, kiedy nawiązano stosunki dyplomatyczne między oboma krajami. Strona japońska miała nadzieję, że poprzez podpisanie wspólnego dokumentu, Chiny będą poczuwały się do przestrzegania prawa międzynarodowego oraz powstrzyma Pekin przed ekspansją ekonomiczną i militarną głównie w regionie Azji Południowo-wschodniej. Ponadto dokument z odwołanej wizyty miał również  zawierać przepisy dotyczące reakcji na próby nuklearne przeprowadzane przez Koreę Północną oraz poruszać kwestię ochrony środowiska i wspólnych działań w zakresie klimatycznym.

O wadze tego spotkania świadczy fakt, że już w styczniu, wiceminister spraw zagranicznych Japonii udał się do Chin w celu przygotowania wizyty i negocjacji umów. Rządowi Japonii zależało na uniknięciu w dokumencie wzmianek o inicjatywie Pasa i Szlaku oraz na niestosowaniu w umowie lansowanego przez rząd w Pekinie sloganu: „wspólna przyszłość dla ludzkości”. Wskazywałoby to bowiem na presję ze strony Pekinu i uzyskanie dominacji w relacjach dwustronnych przez rząd Chińskiej Republiki Ludowej.

Jednak zaproszenie Xi Jinpinga wzbudziło wiele kontrowersji w japońskim środowisku wewnętrznym, nawet wśród członków Partii Liberalno – Demokratycznej. Wielu polityków sprzeciwiło się wizycie przewodniczącego Komunistycznej Partii Chin w Tokio, ze względu na „zagrania” Chin na arenie międzynarodowej do których zalicza się prowokacje na Morzu Południowochińskim oraz coraz liczniejsze zatrzymania obywateli Japonii bez konkretnej przyczyny. Co więcej wpływ na takie podejście ma również kwestia rozruchów społecznych w Hongkongu oraz dyskryminacja Ujgurów w prowincji Xinjiang.

Wizyta prezydenta Xi została odłożona na termin nieokreślony, a strona japońska dostała czas na ewentualną zmianę swojej polityki w stosunku do Chin i opracowanie nowej strategii na potencjalne spotkanie z przewodniczącym Komunistycznej Partii Chin w Tokio. Ryzykowne, choć rozumiane jako wywieranie presji, były ostatnie posunięcia rządu premiera Abe Shinzo w kwestii funkcjonowania japońskich firm na rynku chińskim. Rząd w Tokio przeznaczył ponad 243 miliardy jenów dla firm dokonujących relokacji swoich przedsiębiorstw z Chin. Z jednej strony taki ruch ze strony rządu nie wpłynie pozytywnie na stosunki japońsko – chińskie, gdyż może być postrzegany jako brak woli do podtrzymywania bilateralnej współpracy gospodarczej między państwami, zwłaszcza w tak kryzysowym momencie jakim jest pandemia. Przekazanie 243 miliardów jenów na „wyjście japońskich firm z chińskiego rynku” wydaje się być zagraniem chybionym z dyplomatycznego punktu widzenia. Decyzja o przeznaczeniu tych środków została podjęta niedługo po odwołaniu wizyty Xi Jinpinga w Tokio. Może być to interpretowane jako reakcjonizm ze strony Japonii. Tak pewnie myśli strona chińska. Jednak z perspektywy japońskich interesów, a także strategii negocjacyjnej by np. uzyskać lepsze warunki dla firm japońskich inwestujących w Chinach to posunięcie godne uwagi.

Wpływ na stosunki japońsko – chińskie mają również państwa trzecie m.in. Tajwan i Stany Zjednoczone. Fakt, że Republika Chińska i USA utrzymują przyjazne relacje jest bezdyskusyjny. Jest to część rywalizacji na linii Waszyngton – Pekin. Chiny bowiem nie uznają Tajwanu, ze względu na politykę jednych Chin. Tajwan, podobnie jak Stany Zjednoczone jest państwem demokratycznym, co tworzy między państwami więź na podstawie tego samego ustroju politycznego.

Rząd USA wspiera Republikę Chińską na wielu płaszczyznach. Kluczową niewątpliwie jest współpraca wojskowa, która jest elementem odstraszania możliwości zbrojnej interwencji przez Pekin. Mimo że traktat o wzajemnej obronie między USA, a Tajwanem wygasł w 1979 roku,  współpraca o charakterze wojskowym obu państw nie została zawieszona.

Ważnym wydarzeniem było zorganizowanie konferencji (wrzesień 2019) w Instytucie Hudsona, której motywem przewodnim było wzmacnianie sojuszu obronnego między Stanami Zjednoczonymi, a Tajwanem. Oceniono, że współpraca  z Tajpej opiera się na trzech filarach:wzajemne bezpieczeństwo, wspólne wartości i Taiwan Relations Act. 

Ostatni z wymienionych filarów jest umową bilateralną między Tajpej i Waszyngtonem zawartą w 1979 roku i będąca do dziś fundamentem ich relacji dwustronnych. Na jej mocy, Stany Zjednoczone deklarują pomoc w dostawie broni o charakterze defensywnym, aby zapewnić bezpieczeństwo Formozie. Od podpisania tego aktu minęło ponad 40 lat, lecz współpraca między Waszyngtonem, a Tajpej w kwestii polityki obronnej rozwija się prężnie bez względu na zmiany na stanowisku prezydenta USA i różne reakcje Pekinu.

Tylko w czasie pierwszej kadencji Baracka Obamy, Stany Zjednoczone  sprzedały uzbrojenie za  12 miliardów dolarów  a Donald Trump kontynuuje tą politykę.  Od września 2018 roku Tajwanzostał dozbrojony na kwotę  przekraczającą 10 miliardów dolarów. W amerykańskim pakiecie znalazły się  m.in.  pociski Stinger, czołgi Abrams i myśliwce F-16, dla których do 2023 roku ma powstać centrum serwisowe  zlokalizowane na Tajwanie.

W aspekcie gospodarczym istotną rolę odgrywa działalność Amerykańskiego Instytutu w Tajpej. Jego celem jest utrzymywanie przyjaznych stosunków między Stanami Zjednoczonymi, a Tajwanem oraz ułatwianie amerykańskim firmom przeprowadzania inwestycji na terenie Republiki Chińskiej. Ten mechanizm działa również w drugą stronę – firmy z Tajwanu mają mieć ułatwione wejście na rynek amerykański. Inicjatywą o podobnej charakterystyce jest Taiwan-USA Industrial Cooperation Promotion Office (TUSA).

Kwestia współpracy z Tajpej jest jedną z najbardziej kluczowych w kontekście relacji na linii USA-Chiny oraz wywiera ona także wpływ na stosunki między Japonią, a Chinami.

Japonia zdaje się być ambiwalentna w kwestii relacji z Chinami i Stanami Zjednoczonymi. Z jednej strony rząd Japonii dąży do poprawy stosunków z Chinami, z drugiej jednak Abe Shinzo pozostaje w stałym kontakcie z Donaldem Trumpem. Emanacją relacji na linii Tokio-Tajpej jest ostatnio dyplomacja twitterowa.   Prezydent Tajwanu Tsai Ing Wen publicznie wyraziła chęć złączenia sił przez Tajwan i Japonię w celu neutralizacji skutków koronawirusa. Odpowiedź premiera Abe Shinzo można uznać za dość zaskakującą: odpowiedział z aprobatą. Szybko zareagowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Pekinie, które złożyło w tej sprawie protest w Ambasadzie Japonii. Niezadowolenie rządu w Pekinie było związane z negowaniem polityki jednych Chin, lansowanej przez lata w Pekinie. Co więcej Republika Chińska może być dla rządu japońskiego wzorem do naśladowania w walce z pandemią. Rząd w Tajpej wyciągnął wnioski po epidemii wirusa SARS w 2003 roku i rok później powołał do życia Tajwańskie Centrum Dowodzenia Epidemiologicznego (CECC). Dzięki tej instytucji możliwa była natychmiastowa i bardziej skoordynowana reakcja na zagrożenie, jakie niosła ze sobą epidemia COVID-19. Już przed pierwszymi zakażeniami, wzmożono kontrole pasażerów przybywających z Wuhan, a na terenie całego kraju wprowadzono tymczasowy zakaz eksportu masek. Takie działania podjęte przez rząd w Tajpej pozwalają stwierdzić, że Tajwan był świadomy zagrożenia, które niosło ze sobą rozprzestrzenienie się koronawirusa, a strategia podjęta przez ten kraj opierała się prewencji. Jest to sytuacja odwrotna do taktyki przyjętej przez rząd Abe Shinzo, który zwlekał z podjęciem zdecydowanych kroków dotyczących koronawirusa. Na Tajwanie jest obecnie tylko 425 zainfekowanych osób, podczas gdy Japonia notuje gwałtowny wzrost zachorowań i zaczyna odczuwać braki w zaopatrzeniu medycznym. Nie jest więc zaskoczeniem, że to Tajwan proponuje Japonii wsparcie, a nie na odwrót.

Kwestią, którą można uznać za pozytywną w kontekście relacji bilateralnych między rządami w Tokio i Pekinie był szczyt ASEAN Plus Three Summit, który odbył się w połowie kwietnia. Oprócz państw członkowskich Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo Wschodniej, brały w nim udział Japonia, Chiny oraz Korea Południowa. Spotkanie zostało przeprowadzone w formie wideokonferencji i jego celem miało być opracowanie wspólnej strategii dotyczącej walki z koronawirusem. W tym wypadku należy mówić o multilateralizmie, który może pozytywnie wpłynąć na relacje obu państw.

Reasumując zatem, odwołana wizyta Xi Jinpinga w Tokio zaktywizowała władze na Tajwanie, które wyszły z inicjatywą współpracy z Japonią. Pozornie niezobowiązująca aprobata, wyrażona na Twitterze przez premiera Shinzo Abe, może mieć daleko idące konsekwencje w relacjach z Pekinem. Walka z wirusem, jak należy wnosić stała się częścią rewizji aktualnego porządku w Azji Wschodniej, bowiem do trójkątu Pekin-Tokio-Seul dołączyły władze w Tajpej.

Z kolei jednoczesne stosowanie przez rząd w Tokio „zagrań” prochińskich i proamerykańskich, może być rozumiane jako brak lojalności w stosunku do jednej ze stron. W przypadku relacji bilateralnych z Chińską Republiką Ludową, może to znacznie utrudnić ponowną aranżację wizyty przewodniczącego Xi Jinpinga w Japonii, do której rząd premiera Abe Shinzo przykładał tak dużą wagę.