201802.06
4

Węgry samozwańczym liderem EŚW w relacjach z Chinami

W trakcie wykładu wygłoszonego przed śmietanką niemieckich przemysłowców w Berlinie premier Viktor Orbán stwierdził, że Europa Środkowa musi poczynić stanowcze postępy w nadrabianiu zacofania infrastrukturalnego. Potrzebujemy środków na budowę dróg i rurociągów. Jeśli nie zapewni ich Unia Europejska, zwrócimy się do Chin. Tak ostentacyjne postawienie sprawy jest z pewnością politycznie efektowne, choć tylko pozornie świadczy o dylematach władz w Budapeszcie, które decyzje już podjęły.

12 stycznia, dzień po wystąpieniu Orbána, szef dyplomacji Péter Szijjártó poinformował, że Węgry pożyczą pieniądze od Chin na realizację flagowego chińskiego projektu infrastrukturalnego w Europie modernizację kolei Budapeszt-Belgrad. Decyzję tę uzasadnił brakiem alternatywnego finansowania ze strony UE. Kredyt na okres 18 lat jest denominowany w dolarach, z oprocentowaniem na poziomie 2,5%. Oczekiwany koszt inwestycji wynosi ok. 1,8 mld euro, z czego 85% zostanie sfinansowana z chińskiej pożyczki. Termin rozpoczęcia prac był wielokrotnie przekładany; obecnie wskazuje się na koniec 2020 r. Przetarg ogłoszono w listopadzie ub.r. po zastrzeżeniach Komisji Europejskiej wobec niejasnych zasad finansowania projektu i braku transparentności przy wyborze wykonawcy, którym pierwotnie miało być konsorcjum węgierskiego MÁV oraz China Railway International Group. Czy w ramach otwartego przetargu zostanie wskazany chiński wykonawca? Jeśli nie, będzie to duża niespodzianka. W kontekście wyliczeń waszyngtońskiego think tanku Center for Strategic and International Studies (CSIS) wśród wykonawców projektów infrastrukturalnych w 34 państwach Azji i Europy, 89 % stanowiły firmy chińskie. Wyraźna preferencja przy wyborze wykonawców wskazuje, że deklarowana inkluzywność oferty rozwojowej Pasa i Szlaku w wielu przypadkach jest warunkowa. O wiele bardziej zbalansowany przekrój wyboru wykonawców wyłania się ze statystyk dotyczących projektów realizowanych w oparciu o fundusze dwóch zachodnich wielostronnych instytucji rozwojowych – Banku Światowego i Asian Development Bank. Według CSIS, przy projektach infrastrukturalnych finansowanych przez oba banki w latach 2016-2017, 41% wykonawców pochodziło z państwa docelowego inwestycji, 29% stanowili kontrahenci chińscy, a pozostałe 30% z państw trzecich. 

Nową jakość w tym względzie pokazuje chińskie konsorcjum kierowane przez China Road and Bridge Corporation, które w styczniu wygrało przetarg na budowę wantowego mostu, łączącego półwysep Pelješac z kontynentalną częścią Chorwacji. Realizacja projektu pozwoli na połączenie południowego wybrzeża Chorwacji (w tym Dubrownika) z pozostałą częścią kraju, którą obecnie przedziela wąski pas należący do Bośni i Hercegowiny (wraz z portem Neum). To właśnie z tego powodu UE pokryje 85% kosztów projektu o łącznej wartości 422 mln euro zapewniającego spójność terytorialną Chorwacji, i szerzej UE. To pierwszy przykład (nie licząc zakończonego porażką polskiego epizodu COVEC-u) wygrania przez chińskie przedsiębiorstwo budowlane przetargu na realizację projektu infrastrukturalnego w Unii Europejskiej. Do tej pory Chiny inwestowały (a często udzielały pożyczek na inwestycje) na Bałkanach w państwach niezwiązanych porządkiem prawnym i regułami transparentności obowiązującymi w UE. Sukces chińskiego konsorcjum pokazuje, że firmy z Państwa Środka są w stanie konkurować w otwartych przetargach infrastrukturalnych w UE. Z drugiej strony dowodzi, że aktywność Chin na Bałkanach Zachodnich (zwłaszcza w Serbii) zwiększa rywalizację mocarstw w regionie, na czym skorzystała Chorwacja, przyciągając uwagę i fundusze z Brukseli.

Warto zauważyć, że kilka dni przed niemieckim wystąpieniem Orbána, w opiniotwórczym węgierskim dzienniku ,,Magyar Nemzet” ukazał się wywiad z Liu Zuokui’em dyrektorem wydziału Studiów nad Europą Środkową i Wschodnią w Chińskiej Akademii Nauk Społecznych (najważniejszego chińskiego think-tanku podlegającego bezpośrednio Radzie Państwowej). Ekspert uznał zdefiniowanie celów działań w ramach „16+1” za trafne, o czym świadczy fakt, że współpraca wielostronna przyniosła szybsze – w porównaniu z innymi regionami – rezultaty, głównie w oparciu o inwestycje. Podkreślając, że chińskie zaangażowanie w EŚW nie ma na celu narażania na szwank spójności UE, wskazał jednocześnie, że krytyka wobec ChRL obecna w państwach zachodnioeuropejskich związana jest z obawą, że utracą one zdolność oddziaływania na wschodnią część Unii zaangażowaną w „16+1”. Zdaniem Liu, UE nie jest w stanie odpowiedzieć prawidłowo na potrzeby gospodarcze EŚW, o czym świadczy koncepcja Europy dwóch prędkości. Odkładając na bok zasadność tej konstatacji, warto zwrócić uwagę, że Chiny same zmagają się z nierównomiernym stopniem rozwoju pomiędzy wschodnią (bogatszą) i zachodnią częścią kraju, a rezultaty prowadzonej od blisko dwóch dekad polityki wyrównania dysproporcji rozwojowych są nadal niewystarczające. Uznając prawo wszystkich państw do prowadzenia niezależnej polityki zagranicznej Liu przyznał rację premierowi Orbánowi, że ten rozumie, że ,,motorem globalizacji niekoniecznie znajduje się już na Zachodzie, ale w Azji, a Węgry zaczęły szukać partnerów również poza UE”.

Czy zatem Europa Środkowa po raz kolejny w swej historii znalazła się pomiędzy dwiema konkurencyjnymi wizjami porządku międzynarodowego, której projekcję widać najpełniej na przykładzie Węgier oraz – dyskretnie dystansującej się od Chin – Polski? Grupa Wyszehradzka jest najważniejszym partnerem gospodarczym Niemiec w Europie, ale istotniejsze w kontekście wielobiegunowego kształtu stosunków międzynarodowych są dla V4 związki polityczne i aksjologiczne z Unią Europejską, które nie muszą wykluczać robienia interesów z Chinami. Warszawa zdaje się przy tym nie dostrzegać, że naczelną dewizą obecnego prezydenta USA jest deklarowana explicite transakcyjność w polityce międzynarodowej. Natomiast znany z (odwzajemnionej) sympatii wobec bawarskich kręgów politycznych i biznesowych premier Orbán rozumie ultrapragmatyzm doskonale, ustawiając się w roli lidera Grupy Wyszehradzkiej, zarówno w polityce wobec Chin, jak i Unii Europejskiej, chociaż wątpliwe aby stanowisko to było uzgadniane z przywódcami Polski, Czech i Słowacji. Chiny, nauczone doświadczeniem w swej najnowszej historii, wiedzą, że polityka ,,opierania się na jednej stronie” nie jest opłacalna. Zawodność tej formuły wydają się w V4 najpełniej rozumieć czołowi akolici Pekinu – Węgrzy.