201701.26
8

TPP bez USA a inwestycja łódzka

Chociaż w Pekinie przyjęto z ulgą wycofanie się prezydenta Donalda Trumpa z Partnerstwa Transpacyficznego (TPP), które od dekady było projektowane jako gospodarcze oręże budowania przeciwwagi dla Chin w amerykańskiej strategii wobec Azji, to skład nowej administracji w Waszyngtonie nie zapowiada poprawy relacji amerykańsko-chińskich – mocno nadwyrężonych po grudniowej rozmowie Trumpa z prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen. Nowo utworzoną National Trade Council będzie kierował ekonomista Peter Navarro – krytyk chińskiego „merkantylizmu” i nieuczciwych praktyk handlowych. Jego ocena oraz pożądany kierunek zmian w amerykańsko-chińskich relacjach gospodarczych streszczona jest w książce oraz filmie dokumentalnym pod wymownym tytułem „Death by China” – którego zapowiedź Navarro zaczyna od słów please help defend America and protect your family – don’t buy “made in China”. Powstała po wycofaniu się USA z TPP próżnia gospodarcza w Azji, będzie mogła zostać wypełniona przez, pozostającą dotychczas w cieniu projektu amerykańskiego, inicjatywę Regional Comprehensive Economic Partnership (RCEP), obejmującą terytorium 16 państw zamieszkanych przez 3,5 mld ludzi. Bez udziału USA ale z wiodącą rolą Chin. Dla Stanów Zjednoczonych konsekwencje wycofania się z TPP to jednak przede wszystkim istotna strata wizerunkowa. Promocja otwartości gospodarczej i wolnego handlu była od zakończenia II wojny światowej kluczowym elementem projekcji wpływów USA na świecie. Obecnie narracje tę przejmują Chiny, których przywódca był przed tygodniem fetowany w Davos jako obrońca globalizacji (na chińskich warunkach).

Konsekwencje dla sytuacji w Cieśninie Tajwańskiej

Bardzo stanowcze deklaracje wobec Chin padły również ze strony nowego szefa amerykańskiej dyplomacji. Dwa dni po zaprzysiężeniu Donalda Trumpa, nominowany na stanowisko sekretarza stanu Rex Tillerson przyrównał budowanie przez Chiny sztucznych wysp na Morzu Południowochińskim do rosyjskiej aneksji Krymu, oznajamiając jednocześnie, że są to działania bezprawne, które trzeba powściągnąć. Riposta władz ChRL, które do tej pory w dość wyważony sposób reagowały na gesty i słowa Donalda Trumpa, nie pozostawia wątpliwości gdzie leży nieprzekraczalna linia dopuszczalnego zaangażowania Ameryki w sprawy ,,bliskiej zagranicy” Chin. W wywiadzie udzielonym – co istotne w języku angielskim – stacji NBC, wpływowy chiński dyplomata Lu Kang wskazywał na granice, których Stany Zjednoczone nie mogą przekroczyć. Po pierwsze przedstawiciel chińskiego MSZ dał wyraźnie do zrozumienia, że Morze Południowochińskie to nie jest sprawa Stanów Zjednoczonych, wyjaśniając, że nie jest to ani terytorium USA ani, co więcej, terytorium międzynarodowe (sic!). Po drugie, Lu podkreślił stanowczo, że polityka ,,jednych Chin” jest fundamentem relacji amerykańsko-chińskich, i nie podlega żadnym negocjacjom jako kwestia dotykająca żywotnych interesów Chin – niepodległości Tajwanu.

Wycofanie się USA z TPP raczej nie przyczyni się również do poprawy pozycji Tajpej vis-a-vis Pekinu, ponieważ gospodarka Tajwanu jest silnie zorientowana na eksport i znacznie uzależniona od chińskiego rynku. Ponadto prezentowana przez nową administrację w Waszyngtonie retoryka bez wątpienia pobudzi, już tak rosnące, nastroje nacjonalistyczne i antyamerykańskie w Chinach oraz wzmocni pozycję Xi Jinpinga w polityce wewnętrznej. Czy obrona Ameryki przez niekupowanie chińskich produktów, jak nawołuje do tego Navarro, będzie się jednak ograniczać tylko do basenu Pacyfiku i obywateli amerykańskich czy w proces gospodarczego powstrzymywania Chin będą angażowane państwa z innych obszarów świata?

Konsekwencje dla Polski

Wypowiedź nominowanego na szefa amerykańskiej dyplomacji Rexa Tillersona zestawiająca rosyjskie działania na Ukrainie z chińskimi na Morzu Południowochińskim jest w perspektywie Polski ważna z dwóch powodów. Po pierwsze, zrównuje obie sytuacje jako akty bezprawne, po drugie – jeśli założyć logiczną konsekwencje słów Tillersona, jako działania wymagające powstrzymywania. Z drugiej strony, wyważona reakcja prezydenta Putina na grudniową rozmowę między Trumpem i Tsai-Ing Wen pozwala przypuszczać, że Rosja będzie (dyskretnie) sprzyjać stanowczej polityce USA wobec Chin, w której narzędziem mogą być takie państwa jak Tajwan czy Polska. W naszym kontekście, skłania do zastanowienia odwołanie przez podległą Ministerstwu Obrony Agencję Mienia Wojskowego, przetargu na sprzedaż działki pod terminal przeładunkowy w Łodzi, którego budowę Chiny traktują jako ważny element kolejowego odnóża „Jednego Pasa, Jednego Szlaku”. Pytań o przyczyny i konsekwencje takiej decyzji jest z pewnością kilka. Czy jest to działanie podyktowane chęcią znalezienia bardziej odpowiedniego inwestora? Tak sugerują władze Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej oraz wiceprezydent Łodzi Ireneusz Jabłoński. Czy też wolta spowodowana była znalezieniem partnera inwestycyjnego w innymi miejscu w Łodzi? Wreszcie, czy podbijanie stawki w relacjach z tak dużym partnerem przyniesie zakładane efekty? Wychodząc jednak poza lokalną perspektywę należy przyjąć, że Stany Zjednoczone rozpoczną bardziej agresywną politykę wobec Chin. To może, choć nie powinno, warunkować pozycję Polski względem negocjowania z Pekinem nowych inwestycji.