201708.12
8

Rywalizacja mocarstw o EŚW

Współpraca gospodarcza i polityczno-wojskowa Chin z Serbią jest najbardziej wyraźnym przykładem shadow diplomacy, który obserwujemy na osłabionym i coraz bardziej podzielonym kontynencie europejskim. Serbia dąży do akcesji do struktur UE, dbając jednocześnie o dobre relacje z Rosją i Chinami – państwami, które popierają stanowisko władz w Belgradzie wobec statusu Kosowa. Obrotowość serbskiej dyplomacji trzeba również postrzegać w kontekście antyzachodnich (antyamerykańskich) nastrojów serbskiej młodzieży. Według wyników ankiety przeprowadzonej na Uniwersytecie w Belgradzie, 88% studentów stołecznej uczelni jest przeciwna przystąpieniu Serbii do NATO, a blisko 40% przeciwna akcesji do UE. Emblematyczny w tym względzie jest los bazy metalurgicznej w Smederevie, którą US Steel sprzedało rządowi Serbii za symbolicznego dolara w 2012 r., a w ubiegłym roku została wykupiona przez chińskie Hebei Iron & Steel. Znaczenie tej transakcji jest marginalne z punktu widzenia interesów gospodarczych Chin, które same zmagają się z problemem nadprodukcji stali, ale pozwoliła zdobyć sympatię serbskiej opinii publicznej i ocieplić relację z władzami w Belgradzie.

I to właśnie polityczny wymiar chińskiej aktywności w EŚW wydaje się przewyższać przesłanki ekonomiczne. Format „16+1” jako inicjatywa komplementarna z „Pasem i Szlakiem” służy przede wszystkim politycznej mobilizacji zarówno wewnątrz Chin, jak i za granicą. Jak zwraca uwagę Richard Turcsanyi pięć lat od rozpoczęcia formalnej współpracy „16+1” bilans handlowy państw regionu z Chinami nie zmienił się znacząco. Podobnie chińskie inwestycje, których masowy napływ do EŚW był jedną z założycielskich przesłanek „16+1”, pozostały w dużej mierze w sferze deklaracji, a ich udział w ogólnej wartości OFDI w każdym z krajów z reguły nie przekracza poziomu 1% (maksymalnie 5%). Gdzie zatem trafiło 10 mld USD, zapowiadanych dla państw Europy Środkowo-Wschodniej przez premiera Wen Jiabao pięć lat temu na inauguracyjnej sesji „16+1” w Warszawie? Czy są to pieniądze przeznaczone na uruchomienie linii kredytowych czy też realne inwestycje tworzące miejsca pracy? Chociaż, jak w przypadku Polski – wiele projektów jest obecnie omawianych w dyskusjach z partnerami chińskimi i sytuacja ta może się zmienić się na korzyść w niedalekiej przyszłości, to dotychczasowe rezultaty współpracy gospodarczej są znacznie mniejsze niż oczekiwania. Natomiast relacje polityczne i rozkwitły do niespotykanego dotąd w historii poziomu, czego potwierdzeniem są regularne spotkania najwyższych rangą polityków Chin i EŚW, zarówno w wymiarze wielostronnym, jak i bilateralnym. W ostatnim czasie, nie ma miesiąca w którym czołowi przedstawiciele KPCh nie odwiedziliby jakiegoś państwa naszego regionu. W lipcu Polskę odwiedził przewodniczący chińskiego parlamentu Zhang Dejiang, a Czechy i Rumunię Liu Yunshan członek Politbiura i szef Centralnej Szkoły Partyjnej. W maju wszystkie głowy państw lub szefowie rządów europejskiej szesnastki wzięli udział w pekińskim Forum Pasa i Szlaku.  Z kolei w kwietniu Zhang Dejiang odwiedził Litwę i Łotwę, a wicepremier i członek Politbiura Zhang Gaoli przebywał w Estonii, Słowenii i Albanii. Na obraz intensywnej współpracy politycznej na szczeblu centralnym, nakładają się z kolei niezliczone wizyty władz lokalnych pomiędzy delegacjami chińskich prowincji i miast i ich środkowo-wschodnioeuropejskich odpowiedników. Rozwój wymiany akademickiej i kulturalnej jest również narzędziem mającym na celu zwiększenie międzynarodowego prestiżu Chin, w tym, a może nawet przede wszystkim – jak w przypadku Igrzysk Olimpijskich w Pekinie – przekazem skierowanym do wewnątrz, budującym obraz silnej i wpływowej ojczyzny ergo Komunistycznej Partii Chin w oczach przeciętnego Chińczyka.

W starania Chin o względy państw Europy Środkowo-Wschodniej, coraz wyraźniej wbija klin nowa administracja amerykańska, udzielając poparcia głównemu projektowi integracyjnemu w regionie. Wspólny komunikat po ubiegłorocznym szczycie formatu „16+1” w Rydze, kładzie szczególny nacisk na zwiększanie łączności, budowy infrastruktury i współpracy energetycznej na obszarze pomiędzy Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem. Bardzo podobne cele deklarowane są przez państwa wchodzące w skład Inicjatywy Trzech Mórz, dla której poparcie w czasie wizyty w Warszawie wyraził prezydent Donalda Trump. Czy zatem stanowisko amerykańskie wobec współczesnej wersji polskiego projektu Międzymorza, może świadczyć o próbie przeciągnięcia przez USA tej części Europy na swoją stronę?
W jaki sposób proponowany projekt pozycjonuje region EŚW wobec UE, jako konkurenta czy partnera? Mimo deklarowanej komplementarności, nie można wykluczyć że jest to projekt alternatywny, ponieważ w 2012 r. zarówno UE, jaki i Stany Zjednoczone próbowały umniejszyć, a nawet zablokować instytucjonalizację współpracy chińsko-środkowoeuropejskiej w formacie „16+1”, jako struktury mogącej osłabić spójność UE (Zachodu). Dlaczego zatem obecne poparcie amerykańskie dla Intermarium nie odczytywać w sposób analogiczny? Zwłaszcza w kontekście rozbieżności dzielących Waszyngton i Berlin, które unaocznił lipcowy szczyt G20 w Hamburgu.

Przed przyjazdem do Niemiec, Donald Trump mówił w Warszawie o kulturowym aspekcie amerykańskiej polityki zagranicznej w Europie, przedstawiając siebie jako obrońcę zachodniej cywilizacji, aczkolwiek opartej na własnej, konserwatywnej interpretacji. I to właśnie semantyka jest obecnie istotnym problem w stosunkach międzynarodowych, ponieważ UE, USA i Chiny używają tożsamej terminologii do wyrażenia różnych pojęć. Istotę „zachodniej cywilizacji” definiuje się w sposób odrębny nie tylko w Pekinie, ale również w wewnątrz coraz bardziej podzielonej wspólnoty państw Zachodu: odmiennie przez establishment polityczny w Berlinie i w Paryżu, inaczej przez władze w Waszyngtonie, w Warszawie, Budapeszcie czy Belgradzie.