201701.18
8

Japońska percepcja Donalda Trumpa

Tematem, który zdominował japońskie media od początku stycznia jest zbliżające się objęcie urzędu przez Donalda Trumpa. W wyniku zmian w Waszyngtonie pożegnano odchodzącą ambasador Stanów Zjednoczonych Caroline Kennedy. Minister spraw zagranicznych Fumio Kishida zwrócił uwagę na najważniejsze osiągnięcia ambasador Kennedy, takie jak organizacja historycznej wizyty prezydenta Barracka Obamy w Hiroshimie oraz działania mające na celu zmniejszenie obciążeń mieszkańców Okinawy, związanych z działalnością amerykańskiej bazy wojskowej. Podczas misji Caroline Kennedy relacje pomiędzy dwoma państwami uległy znacznemu ociepleniu. Nie wiadomo czy zmiana władzy nie doprowadzi do ich pogorszenia. Następcą Kennedy ma zostać William Hagerty, biznesman który obecnie nadzoruje wybór nowych współpracowników nowego prezydenta. Wcześniej pracował jako komisarz w departamencie rozwoju gospodarczego i rozwoju wspólnoty stanu Tennessee, spędził trzy lata w Japonii jako konsultant biznesowy grupy Boston Consulting Group oraz pracował w Białym Domu w czasie prezydentury Georga H.W. Busha.

Wskazanie nowego ambasadora nie rozwiewa jednak wątpliwości dotyczących przyszłej polityki Stanów Zjednoczonych. Najważniejsze pytanie dotyczy utrzymania istniejących sojuszy w regionie Azji i Pacyfiku oraz potwierdzenia gwarancji bezpieczeństwa przez prezydenta elekta. Podczas nieformalnego spotkania z premierem Shinzō Abe, Donald Trump potwierdził chęć pogłębienia i rozwoju współpracy strategicznej. Podczas kampanii wyborczej groził jednak wycofaniem amerykańskich wojsk jeżeli Japonia i Korea Południowa nie zaakceptują większej odpowiedzialności finansowej. Obietnice prezydenta elekta mogą stać się poważnym politycznym wyzwaniem dla premiera Abe. Ankiety przeprowadzone przez agencję Kyodo News pokazują, że 86,1 % Japończyków nie chce płacić więcej za utrzymanie amerykańskich jednostek. Rząd w Tokio oczekuje również utrzymania stanowiska poprzedniej administracji dotyczącego przynależności wysp Senkaku, sporów terytorialnych na morzach Wschodnio i Południowo Chińskim oraz zagrożenia ze strony Korei Północnej. Japońskie media z uwagą przyglądają się nominacjom na kluczowe stanowiska w nowej administracji. Wypowiedzi Rexa Tillersona, przyszłego Sekretarza Stanu są znacznie bardziej uspokajające. Tillerson nie podziela pomysłu prezydenta na rozwinięcie systemu uzbrojenia jądrowego w Japonii i Korei Południowej. Przyszły Sekretarz wyraźnie sprzeciwia się również aktywności Chin na Morzu Południowochińskim i podkreśla amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa dotyczące wysp Senkaku.

Oprócz pytań dotyczących przyszłej polityki bezpieczeństwa kolejnym najważniejszym tematem jest współpraca gospodarcza. Premier Abe w swoich wypowiedziach cały czas podkreśla korzyści płynące z TPP, pomimo tego że los porozumienia wydaje się być przesądzony. Wypowiedzi Donalda Trumpa oraz przyszłych członków administracji nie popierają rozwijania wielostronnych umów o wolnym handlu. Nowym Przedstawicielem Stanów Zjednoczonych ds. Handlu ma zostać Robert Lighthizer, który pracował w administracji Ronalda Regana. W przeszłości wielokrotnie podważał zasadność podpisywania umów o wolnym handlu i podkreślał przywiązanie do polityki ochrony amerykańskich producentów przed zagraniczną konkurencją.

Informacje o nominacji Lighthizera, wypowiedzi krytykujące wpływ zagranicznych firm na sytuację gospodarczą Stanów Zjednoczonych oraz zapowiedzi nałożenia podatków importowych popchnęły japońskie firmy do działania. Dzięki danym statystycznym dotyczącym wielkości inwestycji w Stanach oraz utworzonych miejsc pracy japońskie korporacje spróbują przekonać nowego prezydenta do pozytywnych efektów wymiany handlowej. Kolejnym celem, ma być odróżnienie japońskiej aktywności gospodarczej modelu oferowanego przez chińskie korporacje. W prezentacji opracowanej przez japońskie ministerstwo handlu można przeczytać, że dzięki działalności japońskich firm w Stanach utworzono 839 000 miejsc pracy a wartość japońskich inwestycji przekroczyła 411 miliardów USD. Dla porównania chińskie firmy utworzyły tylko 38 000 miejsc pracy a wartość inwestycji wyniosła zaledwie 15 miliardów USD. W przeciwieństwie do Chin Japonia zmniejsza swój udział w amerykańskim deficycie handlowym. Nie wiadomo czy dane dotyczące wymiany handlowej i inwestycji oraz próba odróżnienia Japonii od Chin przekona członków nowej administracji do pozytywnej roli japońskiego biznesu w Stanach.

Część japońskiej sceny politycznej pozostaje sceptyczna. Toshihiro Nikai jeden z głównych doradców premiera Abe określił niektóre wypowiedzi Donalda Trumpa pod adresem Japonii jako histeryczne. Jego zdaniem nie można winić japońskich firm za wzrost deficytu handlowego Stanów Zjednoczonych. Sam premier Abe pozostaje optymistą zarówno w kwestiach gospodarczych i bezpieczeństwa. W wypowiedziach dotyczących przyszłych relacji ze Stanami Zjednoczonymi nawiązuje do dyplomacji opartej na obronie wolności, demokracji i rządów prawa, którą promował już podczas swojej pierwszej kadencji. Zdaniem japońskiego premiera prezydent elekt podziela jego przywiązanie do tych wartości. Nie wiadomo jednak czy polityka „wspólnych wartości”, która wywołała pozytywny odzew ze strony administracji Georga W. Busha i Barracka Obamy okaże się skuteczna w kontaktach z nową administracją Donalda Trumpa.