201604.22
9

Ekologia z „chińską charakterystyką”.

W 2013 r. hongkońska gazeta Ta Kung Pao opublikowała relację pekińskiego taksówkarza nazwiskiem Guo, któremu miał się zdarzyć niecodzienny klient. Pewnego wieczoru do taksówki Guo wsiadło dwóch mężczyzn, jeden z przodu, drugi na tylne siedzenie samochodu. Guo zaczął rozmowę z jednym z pasażerów, szybko przechodząc do narzekania na wszechogarniający w Pekinie smog, który prowadzi do wzburzenia społeczeństwa i świadczy o niezaradności rządu. Pasażer siedzący obok niego, skomentował jego słowa: „To łatwe wywołać zanieczyszczenie, trudniej sobie z tym poradzić. Możesz spowodować zanieczyszczenie w ciągu minuty, ale zajmie ci 10 minut żeby je sprzątnąć. Życie ludu jest teraz dostatnie. Musisz zajmować się postępem społeczeństwa, a trudno było znaleźć równowagę pomiędzy zapobieganiem zanieczyszczeniom a produkcją zanieczyszczeń”. Ku zdumieniu pana Guo, podróżującym incognito pasażerem miał się pod koniec kursu okazać najpotężniejszy człowiek w Chinach – Xi Jinping. Bez względu na nikłe prawdopodobieństwo tej historii, uwagę zwraca treść domniemanego dialogu, który odbił się szerokim echem zarówno w Chinach, jak i na świecie.

Utrzymywanie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego w Chinach ma zapewnić rządzącej partii komunistycznej dwa podstawowe cele: legitymizację władzy i stabilność społeczną, co w 2020 r. miało zostać zwieńczone zbudowaniem ,,społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu” (xiaokang shehui). Aby osiągnąć ten ambitny cel chińska gospodarka musiałaby się w dekadzie 2010-2020 podwoić, rosnąc w tempie 10% rocznie. Tymczasem w 2015 roku wzrost PKB Chin wyniósł 6.9%, a w tym roku będzie prawdopodobnie niższy. Spowolnienie gigantycznego wzrostu gospodarczego, okupionego dewastacją środowiska naturalnego, ma jednak korzystny wpływ na zmniejszenie poziomu zanieczyszczeń, który od wielu lat jest w Chinach alarmujący.

W kwietniu ogromną skalę zanieczyszczenia wody potwierdził rządowy dziennik „Global Times”, pisząc, że 80% wód gruntowych nie nadaje się do bezpośredniego spożycia dla ludzi i jest co najwyżej zdatna do celów przemysłowych. Zdaniem Wang Xuedonga, badacza chińskiej polityki klimatycznej z Uniwersytetu Sun Yat-sena z Kantonu, dane przedstawione w gazecie są i tak zbyt optymistyczne. Chiny stoją przed strukturalnym dylematem dotyczącym ścieżki i sposobu poprawy jakości rozwoju gospodarczego. Jeśli Chińczycy będą nadal aspirować do amerykańskiego modelu konsumpcji, doprowadzi to do (globalnej) katastrofy ekologicznej, dlatego jedynym rozwiązaniem będzie przyjęcie bardziej zrównoważonego i przyjaznego środowisku modelu rozwoju. Może to nie być łatwe w państwie w którym jedną z głównych więzi społeczeństwa jest właśnie uczestnictwo w konsumpcji.

Rozwój gospodarczy, który jest podstawowym źródłem legitymizacji KPCh ulega spowolnieniu, co nieuchronnie doprowadzi do fali bezrobocia, na przeciwdziałanie któremu Chiny już przeznaczyły 55 mld PLN. Spadkowi tempa wzrostu PKB towarzyszy zmniejszenie zapotrzebowanie na energię elektryczną co już doprowadziło do zamknięcia wielu kopalń i elektrowni węglowych, a w konsekwencji do masowych zwolnień i rosnących protestów społecznych na tym tle. Podobne skutki przynosi ograniczenie produkcji i cięcia w zatrudnieniu w sektorze stalowym. Negatywne skutki ,,bańki węglowej” widoczne są ponadto w Mongolii Wewnętrznej, której kilkunastoprocentowy wzrost gospodarczy w ostatnich latach związany był głównie z wydobyciem czarnego złota. Ten swoisty cud gospodarczy doprowadził do ogromnego wzrostu wartości nieruchomości osiągających miejscami ceny podobne do rynku mieszkaniowego w Tianjinie.

Paradoksalnie korzystnym efektem trudnej restrukturyzacji przemysłu jest jednak znaczącą poprawa jakości powietrza. Od wielu lat trucicielem numer jeden w Chinach była prowincja Hebei, stanowiąca „składowisko odpadów” dla gwałtownie rozwijających się miast wydzielonych: Pekinu i Tianjinu. Według raportu Greenpeace, w pierwszym kwartale tego roku, na czołowe miejsca w rankingu trucicieli, wysunęły się, położony na północnym-zachodzie Xinjiang oraz prowincja Henan. Wśród dziesięciu najbardziej zanieczyszczonych chińskich miast, pierwszych pięć znajduje się w Xinjiangu, a pozostałe w Henanie i Shandongu. Wpływ na ten budzący zaskoczenie ranking, ma przede wszystkim przenoszenie najbardziej trujących fabryk na zachód Chin gdzie polityka ochrony środowiska jest mniej restrykcyjna niż na wschodzie, a także ucieczka firm przed rosnącymi kosztami pracy na wschodzie państwa.

Jednym z głównych założeń ,,reform i otwarcia” Deng Xiaopinga było udzielenie pierwszeństwa w pozyskiwaniu inwestycji i bogaceniu się prowincjom wschodnim, które następnie podzielą się zgromadzonym kapitałem z Chinami środkowymi i zachodnimi. Jednak wyczerpywanie się potencjału produkcyjnego opartego na taniej sile roboczej, skłoniło firmy do przenoszenia produkcji za granicę (Bangladesz, Kambodża, Wietnam) bądź do interioru Chin. To właśnie w prowincjach środkowo-zachodnich są jeszcze rezerwy młodej i taniej siły roboczej na której barkach opierał się od końca lat 70. ubiegłego wieku gwałtowny rozwój taniej i niskojakościowej produkcji w zakładach powstających w prowincjach nadmorskich. Mimo deklaracji władz centralnych o dążeniu do niwelowania różnic pomiędzy słabiej rozwiniętą zachodnią częścią kraju i prosperującym wschodem, asymetria ta pogłębia się w najmniej spodziewanym wymiarze. Zamiast przenoszenia na słabiej rozwinięte obszary Chin środkowo-zachodnich dywidendy wynikającej z blisko czterech dekad wzrostu gospodarczego, mamy do czynienia z transferem jego skutków ubocznych. A takie miasta jak Pekin czy Szanghaj mogą pochwalić się „czystszym” powietrzem.