201801.10
4

Chiny: wypełnianie luk po Ameryce

Przejmowanie infrastruktury i rozbudowa portów za granicą wpisało się trwale w dyplomację ekonomiczną Pekinu. Chińskie firmy, zarówno państwowe jak i prywatne, działają na świecie pod parasolem Pasa i Szlaku nie zawsze dlatego, że jest to element realizowania odgórnie narzuconego planu, ale na odwrót – aby pozyskać wsparcie finansowe władz centralnych dla swoich projektów i wpisać się w priorytety polityki gospodarczej państwa. Pas i Szlak jest koncepcją na tyle neutralną i rozległą, że podłączyć się pod nią może właściwie każdy podmiot administracji lokalnej (prowincje, miasta, dzielnice), przedsiębiorstwo państwowe lub prywatna firma aby uzyskać wsparcie instytucjonalne i kapitałowe państwa chińskiego. Blisko pięć lat funkcjonowania flagowej koncepcji Xi Jinpinga, okazało się szczególnie korzystne dla podmiotów polityczno-gospodarczych ze środkowych i zachodnich obszarów ChRL, które do końca lat. 90 ubiegłego wieku musiały ustępować pierwszeństwa w pozyskiwaniu środków na modernizację i ekspansje zagraniczną prowincjom wschodniego wybrzeża. Przykład rozwoju China-Europe Railway Express pomiędzy Chengdu i Łodzią (Europą), rozszerzanego stale o nowe nitki, w tym morskie (kraje ASEAN, państwa śródziemno- i czarnomorskie), jest w tym względzie pouczający. Zgodnie z linią polityki zagranicznej akcentowaną przez Xi Jinpinga podczas XIX Zjazdu, wzajemnie korzystna współpraca Chin z innymi państwami ma na celu budowę ,,globalnej wspólnoty przyszłości”.

Jak wylicza dziennik ,,China Daily” chińskie przedsiębiorstwa państwowe zdołały w ostatnim czasie przejąć kontrolę w portach i terminalach w belgijskim Zeebruge (Belgia), hiszpańskiej Walencji, greckim Pireusie, australijskim Darwin, lankijskim Hambantota i brazylijskim Participacoes. W 2017 r. wydatki na ten cel wyniosły 20 mld USD (blisko dwukrotnie więcej niż rok wcześniej). Zwolennicy (przede wszystkim władze w Colombo) przekazania praw do portu Hambantota chińskim przedsiębiorstwom twierdzą, że to działanie stymulujące rozwój gospodarczy i turystykę. Krytycy, ostrzegają przed zagrożeniem dla suwerenności Sri Lanki, nazywając politykę uzależniania przez Chiny swoich pożyczkobiorców ,,dyplomacją pułapki długu”. Z tożsamych względów, z udziału w budowie tamy Diamer-Bhasha wycofały się w listopadzie władze jednego z najbliższych sojuszników ChRL Pakistanu, ponieważ strona chińska zażądała prawa własności i zarządzania projektem, który miał zostać zrealizowany kosztem 14 mld USD w ramach China-Pakistan Economic Corridor. Przed podobnym dylematem wydają się stać również władze Kenii, których zobowiązania finansowe na rzecz Pekinu podwoiły się w latach 2014-2017 z 2,2 mld USD do 4 mld USD. Do obsługi zadłużenia, Kenia przekaże w ciągu czterech najbliższych lat rządowi Chin, Exim Bank i China Development Bank 1,45 mld USD. W celu sfinansowania budowy linii kolejowej SGR Mombasa-Nairobi i jej przedłużenia o odcinek Navasha-Malaba, chińskie instytucje pożyczą łącznie 10 mld USD, zwiększając presję finansową Pekinu na rząd w Nairobi, a co za tym idzie otwierając Państwu Środka możliwość uzyskania koncesji gospodarczych i politycznych. Przykładem uzależnienia od chińskich pożyczek są również Malediwy, które w grudniu zawarły umowę o wolnym handlu z ChRL. Choć obecny rząd wyspiarskiego państwa uzasadnia porozumienie motywami gospodarczymi, to były prezydent Mohamed Nasheed wskazuje również na przesłanki polityczne, ponieważ 70% długu zagranicznego Malediwów jest w rękach Chin, a jego obsługa przekracza 20% rocznego budżetu państwa. W Europie przed podobnym dylematem mogą w niedalekiej przyszłości stanąć władze w Podgoricy, które w 2014 r. podpisały umowę na budowę autostrady Bar-Boljare na kwotę 809 mln euro, z czego 689 mln euro finansowane jest z pożyczki chińskiego Exim-Bank. Koszty projektu stanowiły wówczas blisko jedną czwartą PKB Czarnogóry.

Przejmowanie aktywów przez chińskie spółki, gdy pożyczkobiorcy nie są w stanie spłacać zobowiązań, choć kontrowersyjne i przywołujące skojarzenia z podejściem neokolonialnym, jest w tym względzie zrozumiałe. Chiny zajmują po prostu miejsce Stanów Zjednoczonych na mapie globalnej oferty rozwojowej. Należy jedynie rozgraniczyć wyraźnie na środki udzielane przez Chiny w ramach bezzwrotnej pomocy, oraz te przyznawane w ramach pożyczek (jakkolwiek oprocentowanych niżej niż komercyjne), które trzeba będzie spłacić, lub udzielić wierzycielowi koncesji gospodarczych i nierzadko politycznych. W ten sposób, dobę po noworocznym tweecie Donalda Trumpa, oskarżającym Pakistan o sprzyjanie terrorystom i niewdzięczność wobec USA za udzielenie 33 mld USD pomocy w ciągu ostatnich 15 lat, władze w Islamabadzie wysłały wyraźny sygnał w stronę Pekinu: handel z ChRL będzie odtąd, w miejsce amerykańskiego dolara, rozliczany w juanach. Geopolityczne zbliżenie Pakistanu z Chinami jest podbudowane strumieniem pożyczek i grantów płynących szeroko z Pekinu, sześciokrotnie przewyższającym zaangażowanie finansowe Waszyngtonu. Dlatego, pomimo wycofania się Islamabadu z hydrologicznego projektu Diamer-Basha, nie powinny dziwić plany utworzenia chińskiej bazy wojennej w pobliży handlowego portu w Gwadarze, który stanowi kluczowy element finansowanego przez ChRL korytarza gospodarczo-politycznego, łączącego Kaszgar z Morzem Arabskim (Oceanem Indyjskim). Pakistan stałby się w ten sposób, drugim po Dżibuti zamorskim przyczółkiem dla marynarki wojennej ChAL-W.

Chiny w naturalny sposób wykorzystują moment historyczny, w którym ich dążenie do odgrywania większej roli na świecie, zbiega się z ograniczaniem zagranicznej aktywności Stanów Zjednoczonych w ramach polityki ,,America First”. Wycofywanie się Waszyngtonu z globalnych zobowiązań (porozumień klimatycznych, TPP, radykalne obcięcie środków w budżecie federalnym na pomoc rozwojową, w tym m.in. finansowaną w ramach Banku Światowego) podważyło długofalowo wiarygodność USA wśród sojuszników, wytwarzając lukę, którą w sposób naturalny zapełnia Pekin, promując przy okazji – jak w przypadku przyszłorocznych wyborów w Kambodży – własne rozwiązania gospodarcze i polityczne.