201905.22
2

FocusOSA #88: Polityka w ASEAN

Na przestrzeni ostatnich tygodni napięcia między Chinami i Stanami Zjednoczonymi rosną, nie tylko ze względu na tzw. wojnę handlową czy kontrowersje związane z działalnością firmy telekomunikacyjnej Huawei, ale również w związku z amerykańską aktywnością na obszarze Morza Południowochińskiego. Skutki rywalizacji między największymi gospodarkami świata są odczuwalne przez mniejsze państwa, a w szczególności jest to widoczne w Azji Południowowschodniej.

Biorąc pod uwagę ten region kwestią budzącą największe kontrowersje jest obszar Morza Południowochińskiego, co wiąże się ze sporami terytorialnymi, ale także dostępem do zasobów naturalnych. Na początku kwietnia Chiny zdecydowały się na umieszczenie drugiej pod względem wielkości platformy wiertniczej ropy naftowej i gazu ziemnego w Chinach – Dongfang 13-2 CEPB w basenie Yinggehai, znajdującego się w północno-zachodniej części Morza Południowochińskiego pomiędzy wyspą Hainan i północnym wybrzeżem Wietnamu. Natomiast na początku maja chińskie ministerstwo rolnictwa wprowadziło zakaz połowów na okres trzech i pół miesiąca, obejmujący swoim zasięgiem wietnamskie Wyspy Paracelskie, części Zatoki Tonkińskiej i Płyciznę Scarborough. Decyzja spotkała się z niemal natychmiastowym sprzeciwem wietnamskiego ministerstwa spraw zagranicznych, które podkreśliło, że chiński zakaz narusza suwerenność Wietnamu, a także jest niezgodny z Konwencją Narodów Zjednoczonych o prawie morza z 1982 roku oraz deklaracją w sprawie postępowania stron na Morzu Południowochińskim z 2002 roku. Chiński zakaz może być w pewnym stopniu wynikiem decyzji Sądu Najwyższego na Filipinach, który w odpowiedzi na skargi rybaków wezwał rząd w Manili do ochrony środowiska naturalnego na Morzu Południowochińskich, wchodzącego w skład wyłącznej strefy ekonomicznej rozciągającej się na 200 mil morskich od linii podstawowej państwa. Filipińczycy od dłuższego czasu zwracali uwagę na katastrofalne skutki dla środowiska naturalnego, będące skutkiem budowy przez Chiny sztucznych wysp i prowadzenie masowych połowów.

Z pewnością tego rodzaju kontrowersyjne działania Chin, podobnie jak blokowanie dostępu Filipinom do wyspy Thitu nie wpłyną pozytywnie na pokojowe rozwiązanie sporów terytorialnych. W odpowiedzi na coraz śmielsze działania Pekinu, na początku maja zorganizowano pierwsze morskie manewry wojskowe na Morzu Południowochińskim, w których wzięły udział okręty ze Stanów Zjednoczonych, Indii, Japonii i Filipin. Stany Zjednoczone były reprezentowane przez niszczyciel rakietowy USS William P. Lawrence, ze strony Japonii w manewrach uczestniczył lotniskowiec Izumo, Indie wysłały niszczyciel INS Kolkata oraz tankowiec INS Shakti, a Filipiny statek patrolowy. Dowódca amerykańskiego niszczyciela – komandor Andrew J. Klug, w wywiadzie prasowym poinformował, że ćwiczenia mają na celu wzmocnienie relacji między sojuszniczymi państwami. Biorąc jednak pod uwagę rosnącą asertywność Chin w regionie, zwłaszcza w kontekście sporów terytorialnych, oczywiste jest to, że Stany Zjednoczone chcą poprzez wspólne ćwiczenia z innymi państwami zaangażowanymi w spory (Filipiny są stroną w sporze na Morzu Południowochińskim, natomiast Japonia w podobnym sporze na Morzu Wschodniochińskim), wyrazić swoje poparcie i gotowość do większego zaangażowania militarnego. W przypadku Filipin gotowość ta została dodatkowo podkreślona pierwszą od siedmiu lat wizytą amerykańskiej łodzi straży przybrzeżnej – Bertholf (operujący razem z VII flotą USA w ramach wypożyczenia), na Filipinach. Zgodnie z oświadczeniem amerykańskiej marynarki wojennej, statek Bertholf wspólnie z filipińskimi jednostkami BRP Batangas oraz BRP Kalanggaman, wziął udział w ćwiczeniach polegających na symulacji misji ratunkowych w okolicach płycizny Scarborough. Według doniesień medialnych chińskie jednostki znajdujące się w pobliżu obszaru ćwiczeń bacznie obserwowały ich przebieg, ale w żaden sposób nie utrudniały działań statków straży przybrzeżnej żadnej ze stron.

Mimo wzmożonej współpracy militarnej między Filipinami i Stanami Zjednoczonymi na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy, głównie za sprawą wspólnych manewrów morskich, wciąż jest zauważalny sceptycyzm niektórych filipińskich polityków wobec zacieśniania więzi z Waszyngtonem. Najlepiej świadczy o tym ostatni wywiad udzielony 16 maja przez ministra spraw zagranicznych Filipin – Teodoro Locsin, w którym co prawda podkreślił, że pod względem militarnym Filipiny będą ściśle współpracować z USA w ramach traktatu o wzajemnej obronie z 1951 roku, ale jednocześnie będą pogłębiały swoją współpracę gospodarczą z Chinami, co nie jest zakazane ani przez traktat ani przez jakiekolwiek inne porozumienie zawarte z Waszyngtonem. Ponadto Teodoro Locsin odwołał się do wizyty Baracka Obamy w Manili z 2014 roku, kiedy nie padło jednoznaczne zapewnienie dla filipińskiego rządu, że w przypadku chińskiej agresji na Morzu Południowochińskim w związku ze sporem terytorialnym, amerykańskie wojsko wesprze swojego sojusznika w konflikcie. Należy się zatem spodziewać wzmacniania współpracy gospodarczej między Filipinami i Chinami w ciągu kolejnych trzech lat rządów Rodrigo Duterte. Z kolei wzmożona współpraca z amerykanami mogła być jednym z elementów wewnętrznej walki politycznej na Filipinach w związku z wyborami śródokresowymi, w których zaplecze prezydenta Duterte zdobyło większość miejsc w senacie, co pozwoli prezydentowi na przeforsowanie kluczowych ustaw.