201902.21
3

FocusOSA #68: Relacje Niemcy-Chiny

Ze względu na narastające napięcie na scenie międzynarodowej, Niemcy mnożą wysiłki w celu zawiązania coraz silniejszych więzi politycznych i gospodarczych z krajami azjatyckimi. Ponieważ niemiecka elita polityczna nie ukrywa, że z administracją prezydenta Donalda Trumpa jest jej nie po drodze, w relacjach pozaeuropejskich stara się coraz mocniej opierać na partnerach z Dalekiego Wschodu. Prócz Chin coraz istotniejszą rolę zaczyna odgrywać Japonia, do której na początku lutego br. podróżowała kanclerz Angela Merkel.

Ostatni raz Merkel odwiedziła Kraj Kwitnącej Wiśni w marcu 2015 roku, a tegoroczna wizyta była piątą wizytą niemieckiej kanclerz w Japonii. To sporo, choć wyspy japońskie Merkel wizytowała zwykle niejako „przy okazji” szczytów G8 i G7 – w okresie swojego kanclerstwa (od jesieni 2005 roku) Merkel aż dziesięciokrotnie składała natomiast wizyty w Chinach i zawsze były to wizyty kilkudniowe, skupione na sprawach politycznych, gospodarczych i kulturalnych. To odmienne traktowanie było dokładnie wyczuwane w Japonii i uznawało się je za symbol degradacji dwustronnych relacji przez Berlin. Tymczasem niemiecka szefowa rządu, wyczulona na międzynarodowe nieporozumienia, także w obliczu zbliżającego się końca swej politycznej kariery (co sama zadeklarowała na jesieni 2018 roku), poszukuje możliwości odbudowania lub przeformułowania relacji z Tokio w duchu multilateralizmu.

Niemcy doskonale zdają sobie sprawę, że Japonia nie może już być numerem jeden w Azji, ale oba kraje mają wspólne cele, takie jak zmiany demograficzne, odejście od energii atomowej czy ochrona środowiska naturalnego. Oba reprezentują także podobne przekonania polityczne, ich relacje tradycyjnie pozbawione są też większych napięć. Niemniej jednak ogłaszając, jak je nazwano, „partnerstwo wartości” z Japonią (jest to nawiązanie do słów wypowiedzianych przez byłego prezydenta Joachima Gaucka w 2016 roku), pani kanclerz dokonała pewnej zmiany w prowadzonej polityce zagranicznej, jak dotąd nieskupiającej się na ścisłym związku z Tokio.

W rzeczywistości jest to element szerszej strategii RFN, realizowanej od roku w kontrze do prowadzonej przez Trumpa wojny handlowej. Niemieccy politycy bowiem poszukują kluczowych partnerów poza tradycyjnymi sojuszami (USA, Wielka Brytania) – głównie w Azji. Japonia wydaje się więc po Chinach kolejnym ważnym aliantem. W lutym ubiegłego roku wizytę w Japonii złożył prezydent federalny Frank-Walter Steinmeier, w lipcu 2018 roku do Japonii udał się minister spraw zagranicznych Heiko Maas, a w październiku minister gospodarki Peter Altmaier.

Termin wizyty Merkel, kilka dni po wejściu w życie porozumienia handlowego pomiędzy Japonią a Unią Europejską, nie jest przypadkowy. To jasne przesłanie dla prezydenta USA, że Niemcy będą aktywnie wspierać rozbudowę połączeń multilateralnych, tak w sensie politycznym jak i ekonomicznym, i że są coraz bardziej niezależne na arenie międzynarodowej. Liczy się głównie współpraca w obszarze najnowszych technologii, w ramach rozwoju niemieckiej strategii Industrie 4.0, podziwianej także w Japonii – w ramach wizyty podpisano zresztą szereg porozumień między instytucjami i firmami z obu państw o współpracy w dziedzinie digitalizacji i sztucznej inteligencji.

Mimo niewątpliwego sukcesu wizyty, kooperacja z Tokio to jednak tylko fragment łańcucha powiązań, jaki Berlin buduje na Dalekim Wschodzie. Najważniejsze pozostają relacje z Pekinem – bez wątpienia Niemcy muszą dbać o relacje z Państwem Środka, a rządzi nimi głównie interes gospodarczy. Według najnowszych, wstępnych jeszcze danych Federalnego Urzędu Statystycznego, bilans handlowy pomiędzy RFN a ChRL wyniósł w 2018 roku 199,3 mld euro (wzrost o przeszło 12 mld euro względem 2017 roku), co oznacza, że Chińska Republika Ludowa jest najważniejszym partnerem handlowym Niemiec po raz trzeci z rzędu. Na drugim miejscu znalazła się Holandia z obrotem w wysokości 189,4 mld euro, na trzecim miejscu Stany Zjednoczone 178 mld euro; Japonia nie zmieściła się w pierwszej dziesiątce, ale w 2017 roku zajmowała 15 miejsce. Mając to na względzie można być pewnym, że niemiecki rząd unikać będzie zbyt bliskiego sojuszu politycznego z Japonią, aby nie wywoływać niezadowolenia ChRL. Wydaje się niemożliwe, by Niemcy poparli Japonię choćby w sporze z Chinami o wyspy Senkaku na Morzu Wschodniochińskim.

Faktycznie, aktualne wydarzenia i to, co wydaje się być fazą transformacji porządku globalnego, rzuca światło na powiązania w dotychczasowych tylnych rzędach na międzynarodowej scenie. Jako dwie przemysłowe potęgi na swoich kontynentach, Chiny i Niemcy są coraz częściej postrzegane jako potencjalni pretendenci do nieformalnego sojuszu na arenie światowej, będącego przeciwwagą dla dotychczasowej, amerykańskiej dominacji. Ewidentnie słychać też w wypowiedziach kanclerz Merkel, że ostatnie wydarzenia w polityce krajowej – zakończenie ciągnących się miesiącami negocjacji koalicyjnych, uspokojenie sytuacji w obozie chadeków, rezygnacja z przewodniczenia CDU i przejęcie władzy w partii przez bliską współpracowniczkę, Annegret Kramp-Karrenbauer, a także deklaracja, iż Merkel nie będzie się ubiegać ponownie o fotel kanclerza – pozwoliły jej powrócić do głównego nurtu polityki światowej i prezentować nowe, wizjonerskie pomysły budowania „aliansu multilateralistów”. Biorąc pod uwagę, że RFN przez najbliższe dwa lata zasiadać będą w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, można założyć, że oferowane przez Merkel wsparcie dla kooperacji przynoszących zysk każdemu zaangażowanemu państwu, będzie wzrastać.

Niemiecka szefowa rządu mówiła o tym wyraźnie podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w styczniu br. i powtórzyła tę tezę także podczas przemówienia wygłoszonego na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w sobotę, 16 lutego br. Kanclerz, nawiązując do hasła przewodniego konferencji „The Great Puzzle”, powiedziała podczas swego exposé, że świat obraca się wokół wielkich graczy, od których zależy rozwiązanie najbardziej palących problemów (za kluczowy w skali globalnej uznała relacje z Federacją Rosyjską, następnie terroryzm i migracje, kryzys w strefie euro oraz wyzwania gospodarcze), ale tylko oni są w stanie poskładać łamigłówkę problemów i wyzwań w jedną, dobrze funkcjonującą całość. Opowiadając się za intensywnym międzynarodowym dialogiem w duchu budowania „wspólnoty wartości w niespokojnych czasach”, kanclerz zwracała także uwagę m.in. na kwestie ważne z punktu widzenia współpracy niemiecko-chińskiej – międzynarodowe rozbrojenie, wypracowanie wspólnej strategii rozwojowej względem Afryki, powrót Chin na pierwszoplanową pozycję w gospodarce światowej, przestrzeganie polityki wzajemności w handlu i inwestycjach. Jednocześnie Merkel podkreślała, że obecne sojusze są bardzo delikatne i należy ciężko pracować, by je utrzymać – ich zerwanie oznaczać będzie bowiem ogromny kryzys. Przestrzegała: „Chiny są znacznie większe i mają ponad 1,3 miliarda mieszkańców. Przemówienie, słuchane przez niemieckich i światowych polityków, naukowców, analityków i dziennikarzy zakończyło się owacją na stojąco, a przez media międzynarodowe przyjęte zostało z ogromnym zainteresowaniem – także przez znanego chińskiego polityka i dyplomatę Yang Jiechi, który w imieniu ChRL opowiadał się w Monachium za międzynarodową kooperacją i budowaniem multilateralnych więzi. Tym samym kanclerz Merkel udowodniła, że jest sprawnym politykiem, niebojącym się konfrontacji, ale i szukającym dialogu. Zdaje się, że dawny paradygmat, sformułowany przez Henry’ego Kissingera, że „Niemcy są zbyt duże na Europę, ale za małe na świat” odchodzi w zapomnienie.