201901.08
2

Czy „karta chińska” wejdzie do gry politycznej w Czechach?

„To co zrobił pan chiński ambasador, było wielce niestandardowe, nigdy z czymś takim się nie spotkałem” – stwierdził premier Andrej Babiš, odnosząc się do komunikatu wydanego przez przedstawicielstwo ChRL w Pradze. Nazajutrz po przedświątecznym spotkaniu Babiša z ambasadorem Zhang Jianminem, strona chińska poinformowała o zapewnieniach premiera, że wydane 17 grudnia ostrzeżenie cybersłużb NÚKIB ws. Huawei i ZTE nie jest tożsame ze stanowiskiem jego rządu, a decyzja o usuwaniu sprzętów chińskiej firmy telekomunikacyjnej z administracji publicznej spowodowana – wprowadzającymi w błąd informacjami. Dementi szefa czeskiego rządu poprzedziły decyzje o wycofywaniu telefonów Huawei z biura rządu oraz stopniowej ich wymianie przez m.in. ministerstwa rolnictwa, zdrowia, finansów oraz handlu i przemysłu. To wyraźna zmiana postawy rządu Babiša, który – tak jak jego poprzednicy – dotychczas bagatelizował informacje służb. Chociaż zmiana retoryki czeskiego rządu jest wyraźna, to należy pamiętać, że rządząca partia ANO od początku kadencji była sceptycznie nastawiona do współpracy z Chinami – koncentrując się przede wszystkim na UE i NATO. Nie bez znaczenia dla prozachodniej orientacji w polityce zagranicznej, były osobiste niepowodzenia Babiša we wcześniejszych inicjatywach biznesowych na Wschodzie. Z drugiej strony targany oskarżeniami o konflikt interesów (dotacje unijne dla holdingu Agrofert) Babiš i jego gabinet jest zależny od wsparcia prochińskich podmiotów na czeskiej scenie politycznej – Komunistycznej Partii Czech i Moraw oraz prezydenta Zemana. Koalicyjna ČSSD również należy do zwolenników zacieśniania relacji z Chinami, choć nowy, socjaldemokratyczny minister spraw zagranicznych Tomáš Petříček prezentuje w tym względzie postawę co najmniej umiarkowaną.

We wspomnianym komunikacie ambasador Zhang stwierdził ponadto, że ostrzeżenie NÚKIB nie ma oparcia w faktach, będzie miało negatywny wpływ [na relacje chińsko-czeskie] a Pekin stanowczo przeciw niemu protestuje. W podobnym tonie utrzymane było oświadczenie rzeczniczki chińskiego MSZ Hua Chun z października 2016 roku – wyrażające „głębokie niezadowolenie” i ,,stanowczy sprzeciw” wobec przyjęcia Dalajlamy przez czeskiego ministra kultury Daniela Hermana. Oprócz Hermana na spotkanie, jakkolwiek prywatne, z Dalajlamą zdecydowali się również inni, czołowi przedstawiciele ludowców (KDU-ČSL) wchodzący w skład koalicyjnego rządu premiera Bohuslava Sobotki (ČSSD). Wówczas od spotkania przedstawicieli ludowców z tybetańskim duchownym zdystansowało się we wspólnym oświadczeniu czterech najwyższych rangą polityków w Czechach: prezydent Zeman, premier Sobotka, oraz przewodniczący obu izb parlamentu Milan Štěch i Jan Hamáček. Teraz Babiš de facto zarzucił chińskiemu ambasadorowi kłamstwo, jednocześnie unikając odpowiedzi czy oczekuje przeprosin.

Dotychczas ,,karta chińska” nie była przedmiotem poważnych dyskusji na czeskiej scenie politycznej, ani podczas wyborów parlamentarnych ani prezydenckich. Co prawda, relacje z Chinami zostały przywołane przez Jiříego Drahoša w ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej, który straszył wciąganiem Czech na Wschód, ale polityka zagraniczna nie była do tej pory zbyt ważna dla czeskich wyborców. Wówczas Zeman uciął krytykę kontrkandydata deklarując, że Czechy są członkiem struktur Zachodu. Obecne zamieszanie wokół Huawei prawdopodobnie tę sytuację zmieni, czyniąc z Chin obiekt polemik, zarówno w debatach wewnętrznych, w tym relacjach między koalicjantami oraz między rządem i pałacem prezydenckim, jak i polityce zagranicznej.