201809.28
3

FocusOSA #40: Relacje Niemcy-Chiny

Mimo intensywnej bilateralnej współpracy politycznej i gospodarczej pomiędzy Niemcami a Chinami, oba państwa coraz mocniej konkurują ze sobą na rynkach państw trzecich. W ostatnich latach polem szczególnej uwagi są kraje afrykańskie. Stowarzyszenie Niemieckiego Biznesu w Afryce (Afrika-Verein der deutschen Wirtschaft) wskazuje, że zainteresowanie inwestowaniem w Afryce wśród niemieckich przedsiębiorców rośnie, a w bieżącym roku firmy z RFN zainwestowały w Afryce przeszło miliard euro, zwiększając w ten sposób portfel inwestycyjny o więcej niż dziesięć procent w porównaniu do ubiegłego roku.

Rosnąca koncentracja niemieckiego biznesu na handlu z Afryką jest spowodowana faktem, iż rząd federalny ułatwił ostatnio warunki gwarancji kredytów eksportowych dla wielu państw afrykańskich, spełniając w ten sposób długoterminowe zapotrzebowania przedsiębiorstw. Efektem jest ofensywa niemieckich inwestorów – w czerwcu  br. Volkswagen otworzył zakład montażowy w stolicy Rwandy, Kigali; od września 2017 r. Strabag realizuje w Republice Południowej Afryki budowę najwyższego mostu na kontynencie nad rzeką Mtentu; natomiast Gauff Engineering pracuje od kilkunastu miesięcy w stolicy Mozambiku – Maputo, nad stworzeniem najdłuższego wiszącego mostu w Afryce. Ta ostatnia inwestycja realizowana jest we współpracy z chińską spółką China Road and Bridge Corporation (CRBC), trzecią co do wielkości firmę budowlaną na świecie, która odpowiada za wykonanie prac konstrukcyjnych.

Chiny są od lat jednym z największych inwestorów w Afryce, a dla większości państw stanowią także najważniejszego partnera handlowego. Jak wynika z badań prowadzonych przez wspomniane Stowarzyszenie Niemieckiego Biznesu w Afryce, w samym 2016 r. ChRL dokonała ponad dwukrotnie więcej nowych inwestycji bezpośrednich w Afryce niż Stany Zjednoczone. Ogromne inwestycje chińskich przedsiębiorstw w infrastrukturę i przemysł napędzają afrykańską gospodarkę, niewątpliwie jednak oznaczają także zwiększenie zależności  państw Czarnego Kontynentu od Chin. Niemieccy  przedsiębiorcy wskazują mimo wszystko, że rozwiązania, realizowane przez chińskie firmy z pomocą funduszy państwowych, są wysoce opłacalne i nawołują, by także Berlin zaczął realizować bardziej śmiałą politykę względem Afryki. Tymczasem Niemcy nie należą obecnie nawet do grupy dziesięciu największych inwestorów na tym kontynencie. Dlatego też przemysłowcy z RFN upatrują możliwości zwiększania swojej aktywności poprzez bliską współpracę z chińskimi koncernami i domagają się, by rząd federalny przestał patrzeć na Chiny jako na konkurenta, a zaczął traktować jak partnera w interesach.

Chiny są w berlińskich kręgach politycznych przedmiotem krytyki, ponieważ państwo to próbuje uzyskać dostęp do coraz większych złóż surowców na całym świecie – zwłaszcza w Afryce. Zwraca się uwagę, że Chiny wznoszą budynki rządowe, stadiony piłkarskie, linie kolejowe, lotniska, koszary czy rafinerie, a chińscy inwestorzy finansują nawet całe miasta, takie jak Nova Cidade de Kilamba w Angoli. Prócz tego Niemcy podkreślają, że ChRL coraz częściej dąży do realizowania swoich interesów militarnych w Afryce – Pekin zabezpiecza swoje profity gospodarcze na kontynencie oraz na morzu poprzez rozbudowaną współpracę wojskową. Od 2017 r. Chiny mają swoją pierwszą zagraniczną bazę morską w Dżibuti w Rogu Afryki, skąd wspierane są operacje walki z piratami w ramach ONZ. Niemieccy obserwatorzy zwracają jednak uwagę, że w przyszłości Chiny będą działać w Afryce jeszcze aktywniej jako dostawca broni i instruktor dla wojsk państw afrykańskich, choć dane wskazują, że już na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat aż 21% chińskiego eksportu broni trafiło do Afryki. Ponadto wskazuje się, że chińskie firmy prawie całkowicie zdominowały rynek usług budowlanych, a więc to nie lokalne firmy, lecz chińskie konsorcja są największym wygranym projektów realizowanych w ramach inicjatywy Pasa i Szlaku. Krytycy ostrzegają zaś, że przedsięwzięcia te mogą stać się pułapką zadłużenia dla państw uczestniczących.

I w tej właśnie kwestii przedsiębiorcy niemieccy upatrują szansy podkreślając, że niemiecka gospodarka powinna przyczyniać się do stabilizacji i rozwoju państw afrykańskich. Jest to tym ważniejsze, że to z nich pochodzi gros imigrantów przybywających w ostatnich latach do RFN. Zadaniem dla niemieckich elit politycznych powinno być więc realizowanie zrównoważonej pomocy rozwojowej oraz kreowanie warunków do tworzenia lokalnych miejsc pracy, jednocześnie współpracując w tej kwestii z władzami w Pekinie i przedsiębiorcami z ChRL, by w ramach trójkąta Afryka-Chiny-Niemcy tworzyć projekty rentowne dla wszystkich stron. Obecnie, według szacunków firmy doradczej McKinsey, w Afryce działa ponad 10.000 chińskich firm zatrudniających kilka milionów Afrykanów. Niemcy nie są w stanie zaproponować inwestycji na podobnym poziomie, jednak mają nadzieję, że poprzez rozwój najnowszych technologii, sprzedaż patentów i atrakcyjnego know-how, będą mogli stać się partnerem dla chińskich firm inwestujących w Afryce.

Podczas ostatniego szczytu Afryka-Chiny (Forum on China-Africa Cooperation, FOCAC), odbywającego się w Pekinie na początku września br., Xi Jinping obiecał, że jego kraj przekaże państwom afrykańskim kolejne 60 mld dolarów (51,7 mld euro) w postaci pożyczek i inwestycji w ciągu najbliższych kilku lat. Ponadto, jak stwierdził, niektórym szczególnie biednym państwom mają być anulowane długi.

Analizująca to spotkanie Sabine Mokry ze znanego niemieckiego think tanku Merics podkreśliła, że wielu afrykańskich przywódców przyjmuje z zadowoleniem zaangażowanie Pekinu jako alternatywy dla tego, co postrzegają oni jako półśrodki ze strony Stanów Zjednoczonych czy Europy. Analityczka zwróciła uwagę, że ani USA ani kraje Unii Europejskiej nie posiadają spójnej polityki wobec Afryki. Wprawdzie Niemcy i inne państwa Starego Kontynentu zaczęły w ostatnich latach zwiększać swoje zaangażowanie w Afryce, jednak nie może być mowy o wspólnym europejskim podejściu.

Dlatego konieczne jest wypracowanie nowej strategii niemieckiej polityki zagranicznej i gospodarczej względem państw afrykańskich. Wydaje się, że grunt pod nią jest już tworzony w otoczeniu kanclerz Angeli Merkel, która odbyła podróż na Czarny Kontynent na kilka dni przed szczytem FOCAC. Szefowa rządu podkreślała podczas spotkań z szefami rządów Senegalu, Ghany i Nigerii, że „dobrobyt Afryki leży w interesie Niemiec” i konieczne jest wypracowanie modelu współpracy i pomocy rozwojowej, która jest niewystarczająca dla ogromu potrzeb. Podobne słowa wypowiadali ministrowie jej rządu – minister współpracy gospodarczej i rozwoju Gerd Müller, który w tym czasie złożył wizytę w m.in. Erytrei, Etiopii, Mozambiku i Zimbabwe; oraz minister stanu Michelle Müntefering z federalnego MSZ, która odwiedziła Namibię.

Merkel słusznie promuje niemieckie inwestycje – z 400.000 niemieckich firm działających za granicą, tylko 1.000 jest zaangażowanych w Afryce (w tym 600 w samej RPA). Ale rząd federalny nie ma instrumentów do tego, by zobowiązać niemieckie firmy do inwestowania na tym kontynencie. Jak dotąd, w ramach realizowanego programu „Rok Afryki 2017”, Niemcom udało się opracować przede wszystkim nowe dokumenty, wytyczne i propozycje inicjatyw. Tymczasem w podobnym okresie Chiny zdołały osiągnąć pozycję lidera inwestycji na kontynencie afrykańskim i dokonać wielkich zmian infrastrukturalnych.

Konkurowanie z Państwem Środka będzie zatem bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe, tym bardziej, że handel pomiędzy RFN a krajami Afryki realizowany jest wyłącznie poprzez Unię Europejską. Faktycznie więc konieczne będzie wypracowanie nowych  umów o partnerstwie gospodarczym (Economic Partnership Agreements, EPA), które – zdaniem ekspertów – przeciążają gospodarki państw afrykańskich i jednocześnie powodują redukcję miejsc pracy, w dalszej konsekwencji zaś problemy gospodarcze, społeczne i przyczyniają się do masowej emigracji. Zdaje się więc, że Niemcy stoją przed poważnym wyzwaniem by, z jednej strony, lobbować w Brukseli za  zmianą zapisów EPA i spowodować zmniejszenie biurokratycznych wymogów dla produkowanych w Afryce towarów, a z drugiej strony, by poszukiwać miejsca dla własnych firm na afrykańskim rynku zdominowanym przez chińskie przedsiębiorstwa – najpewniej wyłącznie w ramach ścisłej współpracy z Państwem Środka.