201808.23
2

FocusOSA #37: Relacje Niemcy-Chiny

W ostatnich miesiącach rośnie zaniepokojenie chińskimi inwestycjami w Niemczech. Media coraz częściej podkreślają, że chińskie przedsiębiorstwa wykupują niemieckie firmy na potęgę, a główną strategię Chińczyków określają jako „wypatroszyć i wykorzystać” (ausweiden und ausschlachten). Na alarm bije prezes Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji, Hans-Georg Maaßen. Szef niemieckiego kontrwywiadu cywilnego mówił ostatnio, że dopuszczanie inwestorów z Państwa Środka do strategicznej wiedzy niemieckich koncernów skutkować będzie eksploatowaniem przez nich zdobywanych przez lata doświadczeń. Maaßen widzi w tej taktyce ogromne niebezpieczeństwo i wskazuje ponadto, że chińskie firmy są zobowiązane do współpracy z krajowymi służbami wywiadowczymi, co może okazać się w dalszej perspektywie zagrażające niemieckim tajemnicom państwowym.

Faktycznie łączna kwota bezpośrednich inwestycji niemieckich w Chinach, wynosząca ponad 70 mld euro, jest około dwa razy wyższa od chińskich bezpośrednich inwestycji w Niemczech (30-35 mld euro). Ale trend jest jasny – chińskie inwestycje rosną coraz szybciej: o 26,1% w 2014 roku w porównaniu do 2013 roku, aż o 39,7% w 2015 roku względem roku poprzedniego. Coraz więcej nabywców z Chińskiej Republiki Ludowej interesuje się technologicznie wrażliwymi sektorami przemysłu – jesienią 2016 roku chiński producent urządzeń gospodarstwa domowego Midea nabył producenta robotów Kuka z Augsburga za 4,5 miliarda euro, chiński konglomerat HNA Group wszedł w posiadanie 10% wartości Deutsche Bank, natomiast Li Shufu, szef koncernu samochodowego Geely, zakupił na wiosnę 2018 roku niespełna 10% udziałów Daimlera. Jak wynika z danych Instytutu Niemieckiej Gospodarki w Kolonii w latach 2005-2018 chińskie przedsiębiorstwa weszły w posiadanie ponad połowy akcji w przeszło dwustu niemieckich firmach.

Ten rosnący trend wywołuje więc niepokój zarówno wśród opinii publicznej, jak i wśród polityków. Wydaje się, że nowa maksyma niemieckiej polityki względem ChRL powinna brzmieć „jesteśmy liberalni, ale nie jesteśmy naiwni”, lub – jak powiedział były minister gospodarki a następnie spraw zagranicznych RFN, Sigmar Gabriel – nie należy poświęcać niemieckich firm „na ołtarzu wolnego rynku”. Należy jednak pamiętać, że to Niemcy właśnie  czerpią od lat największe korzyści z globalizacji i jak dotąd z całym przekonaniem bronili zasady wolnej gospodarki światowej. Niemieckie firmy inwestowały na całym świecie, więc ich własny kraj był także otwarty dla zagranicznych przedsiębiorców. Jak wskazują jednak przedstawiciele polityki i biznesu, ChRL nie przestrzega międzynarodowych zasad – oczekując wolnego dostępu do międzynarodowego rynku dla chińskich firm, ogranicza wolność inwestowania korporacjom z zagranicy. Ponadto rząd w Pekinie wspiera rodzime spółki, umożliwiając im m.in. branie tanich kredytów.

Strona niemiecka dokładnie przygląda się realizowaniu strategii „Made in China 2025”, która została wprowadzony przez gabinet Li Keqianga w maju 2015 roku. Wymienia się w niej dziesięć branż, w których Chiny dążą do osiągnięcia wiodącej pozycji do 2025 roku. Obejmują one takie dziedziny, jak robotyka, technologie informacyjne, pojazdy lotnicze i elektryczne. Eksperci są zdania, że model „Made in China 2025” jest wzorowany na niemieckim modelu „Industrie 4.0”. Jednak w Chinach to państwo, a nie przemysł, jest siłą napędową innowacji i inwestycji. Dlatego dyrektorzy dwóch szanowanych think tanków Sebastian Heilmann (Merics) oraz Guntram B. Wolff (Instytut Bruegla) podkreślają w ostatnich analizach, że polityka przemysłowa Chin ma na celu zdobycie ważnych technologii przemysłowych, a w perspektywie średniookresowej ma doprowadzić do zastąpienia obecnego technologicznego lidera w dziedzinie motoryzacji, maszyn i przemysłu chemicznego, czyli RFN. Badacze opowiadają się w związku z tym za „ufortyfikowaniem polityki handlu zagranicznego”, która powinna chronić Niemcy przed „przejmowaniem strategicznych technologii za pomocą rynkowych praktyk manipulacyjnych”.

Rzeczywiście ostatnie posunięcia rządu federalnego wskazują na to, że Berlin będzie w najbliższym czasie z dużą stanowczością chronił rodzimą infrastrukturę przemysłową przed chińskimi inwestycjami. Na początku sierpnia br. gabinet Angeli Merkel uniemożliwił chińskim firmom państwowym nabycie udziałów w sieci operatora 50Hertz. Batalia w tej sprawie trwała kilka ostatnich miesięcy, a Ministerstwa Gospodarki oraz Finansów podkreślały, że rząd jest zdeterminowany by „chronić krytyczną infrastrukturę energetyczną”. Spółka 50Hertz obsługuje sieć przesyłową na północy i wschodzie Niemiec, zatrudnia ok. 1000 pracowników a 80% jej udziałów znajdowało się dotąd w rękach belgijskiej grupy Elia. O wejście w posiadanie pozostałych 20% udziałów starało się od wiosny tego roku państwowe chińskie przedsiębiorstwo State Grid Corporation of China (SGCC). Kwota, jaką rząd RFN zapłacił za wykup udziałów w 50Hertz przez niemiecki bank rozwoju KfW pozostaje tajemnicą, jednak zgodnie z oświadczeniami obu ministerstw, jest to wyłącznie „rozwiązanie pomostowe”, bowiem udział będzie w przyszłości odsprzedany innemu, „zaufanemu” inwestorowi.

Pod koniec lipca br. rząd niemiecki rozpatrywał także możliwość wykorzystania prawa weta względem  planowanego przejęcia Leifeld Metal Spinning, jednej z wiodących niemieckich firm w dziedzinie produkcji materiałów o wysokiej wytrzymałości dla branży lotniczej i kosmicznej, przez chińskiego inwestora, firmę Yantai Taihai. Berlin wskazywał, że spółka działa w branży nuklearnej, a więc jest aktywna zarówno w sektorze cywilnym, jak i wojskowym, co zagrażać będzie bezpieczeństwu Niemiec. Ostatecznie inwestor wycofał się sam, co uwolniło Niemcy od podjęcia trudnej decyzji, choć presja z ich strony była z pewnością kluczowym powodem rezygnacji.

W przyszłości rząd federalny planuje zbadać ewentualność wprowadzenia ograniczenia udziałów zagranicznych inwestorów w niemieckich spółkach ze względu na możliwość wystąpienia zagrożenia dla interesów bezpieczeństwa. Berlin zamierza wprowadzić konieczność audytu inwestycyjnego w firmach, gdzie udział inwestora zagranicznego wynosić będzie co najmniej 15% (zamiast 25% jak dotychczas), jeśli firma jest aktywna w sektorze obronności lub w obszarze technologii istotnych dla bezpieczeństwa cywilnego. Minister Gospodarki Peter Altmaier wskazuje, że dzięki temu „interesy bezpieczeństwa narodowego oraz polityka publiczna i kwestie bezpieczeństwa będą lepiej chronione”. Zmieniona ustawa może wejść w życie jeszcze w tym roku, bowiem odpowiednia nowela rozporządzenia w sprawie handlu zagranicznego jest obecnie uzgadniana między ministerstwami.

W RFN istnieją jednak również głosy ostrzegające przed zbyt szybkim wykorzystaniem państwowych instrumentów kontroli inwestycji. Jak wskazuje w swej analizie Federalne Stowarzyszenie Przemysłu Niemieckiego (Bundesverband der Deutschen Industrie, BDI) „dostępne dane statystyczne dotyczące chińskich inwestycji w Niemczech nie wskazują, że obawy dotyczące utraty konkurencyjności i wypływu technologii są uzasadnione”. Przemysłowcy zrzeszeni w BDI ostrzegają, by nie gubić rozsądku i uważnie przyglądać się każdemu przedsięwzięciu podejmowanemu przez chińskie spółki. Ale podkreślają również, że uczciwe zasady handlu i inwestycji nie mogą być egzekwowane za pomocą brutalnej siły, oraz sprzeciwiają się uprawianiu polityki wzorowanej na podejściu prezydenta USA Donalda Trump ryzykującego przekształcenie się sporu gospodarczego w nową wojnę handlową w obszarze najnowszych technologii.