201806.18
2

Spotkanie Kim-Trump w Singapurze

W Singapurze zakończyło się historyczne spotkanie przywódców Stanów Zjednoczonych i Korei Północnej, zakończone niespodziewanym podpisaniem wspólnej deklaracji. W kontekście denuklearyzacji dokument ten trudno uznać za przełomowy. W czteropunktowym porozumieniu obaj przywódcy zadeklarowali gotowość do prowadzenia dalszych negocjacji „w możliwie najszybszym terminie”, jednocześnie nie ustalając jaki zakres ma przyjąć denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego. Choć szczyt w Singapurze nie przyniósł konkretnych rozwiązań dla problemu koreańskiego, okazał się wizerunkowym zwycięstwem zarówno Donalda Trumpa, jak i w szczególności dla Kim Jong-una. Dla przywódcy KRLD spotkanie z prezydentem światowego mocarstwa umocniło jego pozycję na arenie międzynarodowej. Donald Trump natomiast przejął rolę gospodarza, sprawiając wrażenie, że każda wypowiedziana deklaracja jest po myśli Stanów Zjednoczonych.

Donald Trump nazwał wspólną deklarację „bardzo kompleksową”. Choć amerykański prezydent nie stronił od słów wychwalających progres poczyniony w trakcie negocjacji z Kimem, w rzeczywistości podpisany w Singapurze dokument nie różnił się znacząco od Deklaracji z Panmundżom. W obu dokumentach brak formalnych rozwiązań, a deklaracje denuklearyzacji czy trwałego pokoju są bardzo ogólne. W trakcie szczytu w Singapurze Stany Zjednoczone i KRLD zobowiązały się do ustanowienia nowych relacji, „zgodnie z pragnieniem obu narodów do życia w pokoju i dobrobycie”. Deklaracja ta stanowi odejście od wrogiej retoryki, która do tej pory charakteryzowała relacje między Waszyngtonem a Pjongjangiem. Jest to postulat, na którym przede wszystkim zależało stronie północnokoreańskiej. Kim Jong-un oświadczył w tym roku, że zamierza skupić się na postępie gospodarczym, a osiągnięcie tego celu w dużej mierze zależy od poprawy relacji ze Stanami Zjednoczonymi, co powinno doprowadzić do złagodzenia sankcji. Oba państwa zamierzają także rozwiązać problem denuklearyzacji przy stole negocjacyjnym, a nie przy użyciu siły militarnej. W trakcie szczytu międzykoreańskiego również zapowiedziano porzucenie wrogich działań na rzecz normalizacji stosunków dwustronnych. W deklaracji z Singapuru znalazły się także zapisy dotyczące współpracy Stanów Zjednoczonych i KRLD w dążeniu do zbudowania trwałego Pokoju na Półwyspie Koreańskim. Obaj przywódcy odwołali się również bezpośrednio do deklaracji z Panmundżom, w której KRLD zobowiązała się do podjęcia działań na rzecz całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Jest to zapis o tyle ciekawy, że dotyczy również Korei Południowej, której denuklearyzacja zależy w dużej mierze od Stanów Zjednoczonych. Oba dokumenty nie zawierają jednak informacji w jaki sposób „całkowita denuklearyzacja” ma być weryfikowana. Ostatni zapis deklaracji z Singapuru dotyczy ekshumacji zwłok jeńców wojennych i osób zaginionych z okresu wojny koreańskiej. Warto zwrócić uwagę, że obie strony zobowiązały się także do kolejnej rundy negocjacji, którym przewodniczyć będzie ze strony amerykańskiej sekretarz stanu Mike Pompeo.

Natomiast w kontekście postępów nad denuklearyzacją znaczenie ma zobowiązanie się Stanów Zjednoczonych do zapewnienia gwarancji bezpieczeństwa KRLD. Jest to jeden z ważniejszych postulatów Pjongjangu, dla którego do tej pory broń jądrowa stanowiła ochronę przed zewnętrzną inwazją. Jednak tak samo jak zapewnienie Kima o gotowości do denuklearyzacji, tak zobowiązanie Donalda Trumpa nie wykracza w tym momencie poza strefę deklaratywną.

Szczyt Kim-Trump nie dotyczył jedynie normalizacji stosunków dwustronnych, ale również sytuacji w całym regionie. W tym kontekście warto przyjrzeć się jakie znaczenie miało to spotkanie dla Korei Południowej, Japonii i Chin. Po spotkaniu z Kim Jong-unem, prezydent Trump zapowiedział wstrzymanie wspólnych manewrów wojskowych w rejonie Półwyspu Koreańskiego. Było to zaskoczeniem dla Seulu, który nie został wcześniej poinformowany o planach amerykańskiego prezydenta. Jeszcze miesiąc wcześniej Waszyngton deklarował, że nie zamierza zmniejszać skali wspólnych manewrów wojskowych, co zostało odebrane przez Pjongjang jako prowokacja. Zmianę stanowiska Donald Trump argumentował rokowaniami z KRLD oraz ogromnymi kosztami, które w dużej mierze pokrywane są przez Stany Zjednoczone. Amerykański prezydent zapowiedział również chęć wycofania stacjonujących w Korei Południowej żołnierzy. Co więcej, na tydzień przed szczytem prezydent Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone nie pokryją kosztów denuklearyzacji Korei Północnej. Zdaniem amerykańskiego przywódcy obowiązek ten spadnie na Koreę Południową, której pomogą Chiny i Japonia. Koszty denuklearyzacji KRLD dotyczą nie tylko demontażu poligonów i broni jądrowej, ale także samych rekompensat, których będzie domagać się Pjongjang. W tym kontekście nie powinno dziwić stanowisko prezydenta Moon Jae-ina, który podkreślił, że problem koreański nie może zostać rozwiązany w trakcie jednego szczytu, a całkowita denuklearyzacja zajmie wiele lat. Południowokoreański prezydent zaapelował także o zaangażowanie w ten proces nie tylko Seulu, Pjongjangu i Waszyngtonu, ale także sąsiednich państw. Tokio także może czuć się zawiedzione szczytem. Choć Trump i Kim zobowiązali się do ekshumacji jeńców wojennych, problem Japończyków uprowadzonych przez północnokoreańskich agentów nie został rozwiązany. Wycofanie się z „prowokacyjnych gier wojennych”, jakim to mianem prezydent Trump określił wspólne manewry z Koreą Południową, może oznaczać także zmniejszenie skali ćwiczeń wojskowych z Japonią. Podczas szczytu nie padła również wyczekiwana przez Tokio deklaracja weryfikowalnej i nieodwracalnej denuklearyzacji Korei Północnej. Rezultaty szczytu zostały natomiast dobrze przyjęte przez Pekin. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Kim Jong-un dotarł do Singapuru samolotem chińskich linii lotniczych. Chińskie media podkreśliły, że Pekin odgrywa „nieodzowną” rolę w pomaganiu KRLD w procesie przyłączania się do międzynarodowej społeczności. Co więcej, Chiny zadeklarowały pomoc w otwarciu północnokoreańskiej gospodarki.

Spotkanie Donalda Trumpa i Kim Jong-una było szczytem „uśmiechów i uścisków”. Choć społeczność międzynarodowa oczekiwała, że bezpośrednie negocjacje przywódców KRLD i USA przyniosą bardziej konkretne rezultaty, proces pokojowej denuklearyzacji ma być kontynuowany, co prawdopodobnie nie miałoby miejsca, gdyby Trump ostatecznie odwołał szczyt. Pomimo tego, że Donald Trump chciałby rozwiązać ten problem możliwie jak najszybciej i jak najmniejszym kosztem, całkowita denuklearyzacja będzie wymagała czasu i zaangażowania większej ilości państw.