201803.15
3

FocusOSA #24: Relacje Niemcy-Chiny

Ostatnie tygodnie w stosunkach niemiecko-chińskich zdominowane zostały przez sprawy gospodarcze. Pod koniec lutego br. chiński przedsiębiorca Li Shufu, szef i główny akcjonariusz chińskiego koncernu motoryzacyjnego Geely, jest w posiadaniu 9,69%  akcji koncernu Daimler, światowego lidera w produkcji samochodów luksusowych Mercedes-Benz. Dzięki zakupowi udziałów o wartości niespełna 9 mld dolarów, został on największym akcjonariuszem Daimlera (jak dotąd był nim Kuwait Investment Authority posiadający 6,8% akcji przedsiębiorstwa), pomijając jednocześnie progi sprawozdawcze i przepisy dotyczące nadzoru nad papierami wartościowymi spółki.

Niemieccy eksperci rynku samochodowego wskazują, że Geely jako inwestor wpłynie pozytywnie na kurs rozwoju Daimlera, współpracując z koncernem w perspektywie długoterminowej, a w przyszłości dealerzy Geely będą mogli oferować pojazdy od Daimlera, tak jak robili to w ciągu ostatnich siedmiu lat z pojazdami Volvo. Niemniej przedstawiciele pracowników w radzie nadzorczej Daimlera chcą przyjrzeć się bliżej inwestycji chińskiego producenta samochodów, obawiają sie bowiem presji ze strony największego udziałowca i utraty swoich miejsc pracy. Daimler zatrudnia obecnie prawie 290.000 pracowników, a związki zawodowe mają wysokie oczekiwania wobec Li Shufu – liczą, że ma on dalekosiężne plany związane z Daimlerem i będzie chciał rozwijać działalność razem z pracownikami firmy.

Decyzja o zakupie akcji niemieckiego producenta samochodów przez chińskiego miliardera wywołała kontrowersje w kręgach rządowych, bowiem cel inwestycji wydaje się politykom z Berlina niejasny. Przypuszcza się, że Li jest szczególnie zainteresowany niemieckim know how w dziedzinie oprogramowania dla samochodów autonomicznych, w tym także dla pojazdów ciężarowych. Nie jest tajemnicą, że biznesmen kupuje głównie to, co jest wartościowe w dziedzinie nowych technologii.

Według badań firmy konsultingowej EY, chińscy inwestorzy wydali w zeszłym roku 12,2 miliarda dolarów na zakup niemieckich firm. To o 9% więcej aniżeli w 2016 roku  i więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Szczególnie upodobali sobie przedsiębiorstwa działające w przemyśle elektromaszynowym i chemicznym, co wywołuje krytyczne opinie w branży. Przez lata przedstawiciele niemieckiej gospodarki skarżyli się na rosnące zakupy firm z gałęzi high-tech przez chińskich inwestorów. Dopiero jednak przejęcie lidera w dziedzinie robotyki, firmę Kuka, oraz próba wykupienia Aixtronu, skrytykowana przez administrację prezydenta USA Baracka Obamę, spowodowały szeroką dyskusję w niemieckich kręgach politycznych.  Z tego też względu zdecydowano się wprowadzić procedurę kontrolną wobec inwestorów spoza obszaru Unii Europejskiej, którzy chcieliby wykupić więcej niż 25% niemieckiego przedsiębiorstwa, co ma zapewnić, jak to określono w bezpośrednich słowach, „ochronę przed Chińczykami”.

Obecnie Federalne Ministerstwo Gospodarki i Energii przyznaje, że Chiny są na najlepszej drodze, by stać się „największą gospodarką świata i jednym z największych graczy geopolitycznych w XXI wieku”, oraz – jak podkreślał sekretarz stanu w ministerstwie Matthias Machnig – „po dwustu latach narodowej izolacji i marginalizacji chcą wrócić na szczyt” i stać się supermocarstwem gospodarczym, co zagrażać będzie wysokiej pozycji Unii Europejskiej i części jej państw członkowskich. Niemcy więc bardzo poważnie przyglądają się rozwojowi takich technologii w Chinach jak robotyka, sprzęt morski, elektromobilność i technologie informacyjne.

Tymczasem część ekspertów krytykuje to podejście uważając, że polityka nie powinna mieć wpływu na rozwój gospodarki. Prezes monachijskiego Instytutu Badań Ekonomicznych (Ifo), Clemens Fuest, stwierdził, że jest to zachowanie błędne, a ścisła współpraca z Chińczykami powinna zostać wykorzystana przez Niemcy jako dźwignia do przeforsowania lepszych warunków inwestycyjnych w Państwie Środka.

Z pewnością będzie to wyzwanie, z którym zmierzyć się będzie musiał nowy rząd federalny, bowiem w środę 14 marca nastąpiło zaprzysiężenie kolejnego gabinetu Angeli Merkel. Kontynuacja jej polityki przyjmowana jest w Chinach z dużym zadowoleniem, gdyż – jak wskazuje agencja Xinhua –  Merkel „znana jest z tego, że wspiera globalizację i współpracę międzynarodową”, stąd dla przyszłości relacji niemiecko-chińskich jej czwarta kadencja na stanowisku kanclerza jest „pozytywnym sygnałem”.

Rząd CDU/CSU-SPD, w nowej odsłonie, składa się łącznie z 16 polityków, a najważniejsze ministerstwa rozdzielone zostały równo między koalicjantów – wicekanclerzem i ministrem finansów został, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, Olaf Scholz (SPD),  Ministerstwem Gospodarki i Energii kierować będzie Peter Altmaier (CDU), Ministerstwem Transportu i Infrastruktury Cyfrowej Andreas Scheuer (CSU), a za sprawy wewnętrzne odpowiadać będzie Horst Seehofer (CSU).

Dla Pekinu z pewnością kluczowe znaczenie ma przejęcie stanowiska szefa dyplomacji przez dotychczasowego ministra sprawiedliwości Heiko Maasa (SPD), którego doświadczenie w polityce zagranicznej jest niewielkie, jednak dał się on poznać jako osoba konsekwentna w swoich działaniach i bardzo opanowana m.in. forsując ustawy dotyczące choćby zwalczania terroryzmu czy zwalczania mowy nienawiści w sieci; zaś wspierając politykę imigracyjną atakował bezpośrednio prawicową i eurosceptyczną Alternatywę dla Niemiec oraz antyislamski ruch Pegida. Sam Maas uważa, że w niespokojnych czasach Niemcy muszą przejąć większą odpowiedzialność za politykę międzynarodową, chociaż podkreśla, że nie powinny przeceniać one swoich możliwości. Odnośnie do Chin nowy minister spraw zagranicznych z pewnością będzie zwracał uwagę na dialog na temat praw człowieka, który był tematem jego podróży do ChRL w 2015 roku. Jako minister sprawiedliwości Maas wielokrotnie akcentował kwestię nieprzestrzegania wolności osobistych w Chinach, stąd można przypuszczać, że także jako szef dyplomacji będzie kładł szczególny nacisk na sprawę dialogu państwa prawa (Rechtsstaatsdialog), która w relacjach niemiecko-chińskich została wprowadzona w 2000 roku. Maas częstokroć krytycznie oceniał również chińską ustawę o organizacjach pozarządowych.

Prawdopodobnie w polityce zagranicznej polityk ten będzie reprezentował raczej nieprzejednany kurs względem chińskich parterów, forsując rozwiązania korzystne dla RFN i opowiadając się za przestrzeganiem praw człowieka lub czyniąc z nich warunek sine qua non dla utrzymywania intensywnej współpracy. Z pewnością będzie miał w tym względzie mocnego przeciwnika w obozie rządzącym w osobie ministra spraw wewnętrznych Horsta Seehofera, który jako premier Bawarii w latach 2008-2018 uprawiał politykę dynamicznej wspólpracy z Chinami, przede wszystkim zaś z partnerską prowincją Shandong. Z uwagi na fakt, że była to współpraca lokalna prawa człowieka znajdowały się na dalekim miejscu agendy współpracy, a sprawy gospodarki odgrywały rolę priorytetową. Przejawem tego była sprzedaż stronie chińskiej 1000 produkowanych w bawarskich zakładach śmigłowców wartych 1 mld euro).

Nowa koalicja będzie musiała więc sprostać wielu wyzwaniom, a także zastosować innowacyjne rozwiązania. Ponieważ jednak składa się zarówno z doświadczonych graczy jak i młodych talentów, będzie z pewnością bardziej skłonna do podejmowania mało popularnych, kontrowersyjnych decyzji.