201802.26
2

Czy szczyt Moon-Kim jest możliwy?

10 lutego doszło do spotkania północnokoreańskiej delegacji z prezydentem Moon Jae-inem. Kim Yo-jong, siostra Kim Jong-una, odwiedziła Seul jako specjalna wysłanniczka przywódcy Korei Północnej. W Błękitnym Domu Kim Yo-jong w imieniu brata zaprosiła południowokoreańskiego prezydenta do Pjongjangu oraz przekazała odręcznie napisany list. Według rzecznika Błękitnego Domu Kim Jong-un wyraził w nim chęć poprawy międzykoreańskich relacji. Strona północnokoreańska chciałabym, aby do takiego spotkania doszło w najbliższym czasie. Czy jest to jednak możliwe?

W czasie spotkania prezydent Moon przekazał północnokoreańskiej delegacji, że liczy na otwartość Pjongjangu w kwestii dialogu ze Stanami Zjednoczonymi. To jasna deklaracja: nie ma miejsca na dialog Seul-Pjongjang bez udziału Waszyngtonu.

Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych podczas wizyty z okazji otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich zamanifestował stanowisko Waszyngtonu wobec Pjongjangu: kiedy Moon przyjmował północnokoreańską delegację z największymi honorami, Mike Pence ich po prostu zignorował. Warto dodać, że Pence spotkał się z uciekinierami, aby rozmawiać o brutalności reżimu „dynastii Kimów”, a także odwiedził miejsce, w którym znajdują się szczątki okrętu Cheonan, zatopionego w 2010 roku przez północnokoreańską torpedę. Kiedy pojawiły się doniesienia o możliwości spotkania przywódców obu Korei, na nowo rozgorzał konflikt na linii Waszyngton-Pjongjang. 19 lutego Korea Północna oświadczyła, że to Stany Zjednoczone stoją na drodze do „koreańskiego zjednoczenia”. Reżim Kim Jong-una przyjął typową dla siebie strategię „spychania winy” na Stany Zjednoczone za brak postępów w rozmowach pokojowych: w propagandowej gazecie Rodong Sinmun można nawet przeczytać, że „Stany Zjednoczone będą musiały wziąć pełną odpowiedzialność” za utknięcie międzykoreańskiego dialogu w martwym punkcie. Korea Północna groziła również, że wznowienie amerykańsko-południowokoreańskich manewrów wojskowych tuż po zakończeniu Paraolimpiady zostanie uznane za prowokację, która przyczyni się do ponownego wzrostu napięcia na Półwyspie Koreańskim.

Co ciekawe, organizacja szczytu Moon-Kim nie będzie niezależną decyzją Seulu. Korea Południowa jest zawieszona między sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi, a chęcią normalizacji relacji z północnym sąsiadem. Według sondażu dla radio TBS, 61% Koreańczyków zgodziło się z pomysłem organizacji szczytu. Natomiast 31% popiera strategię wywierania nacisku za pomocą sankcji, sprzeciwiając się spotkaniu przywódców obu państw. Tymczasem prezydent Moon Jae-in zwleka z podjęciem ostatecznej decyzji. Podczas konferencji prasowej 18 lutego, prezydent unikał odpowiedzi na pytania dotyczące wizyty w Pjongjangu. Moon zauważył społeczny entuzjazm dla spotkania obu przywódców oraz możliwość poprawy dwustronny relacji z Koreą Północną. Jednocześnie podkreślił, że równie niezbędne jest rozpoczęcie dialogu na linii Waszyngton-Pjongjang. Strona południowokoreańska liczy, że wpierw dojdzie do rozmów między Koreą Północną i Stanami Zjednoczonymi, dzięki czemu szczyt międzykoreański mógłby odbyć się bez obawy o negatywny wpływ na sojusz z Waszyngtonem.

Cała sytuacja rodzi znaczące pytanie: dlaczego Seulowi tak bardzo zależy na opinii Waszyngtonu? W ubiegłym roku szczyt Moon-Kim wydawałby się zwieńczeniem starań południowokoreańskiego rządu, które zmierzały do poprawy międzykoreańskich relacji. W tym roku Trump ogłosił, że zamierza wprowadzić szereg barier handlowych wobec Korei Południowej. W odpowiedzi Moon Jae-in 19 lutego zlecił rządowi przygotowanie wszelkich możliwych działań, które mają przeciwdziałać „nieuczciwym środkom ochrony handlu” ze strony amerykańskiej. Ponadto, Moon ogłosił, że zamierza prowadzić dwutorową politykę wobec Stanów Zjednoczonych: rozdzielającą kwestie bezpieczeństwa i handlu. O ile w sprawach bezpieczeństwa, Seul może iść na ustępstwa wobec Waszyngtonu, to Moon jest zdeterminowany przeciwdziałać  amerykańskim krokom, które godzą w interes gospodarczy Korei Południowej. Aby móc negocjować z Waszyngtonem w sprawach gospodarczych (takich jak renegocjacja umowy o wolnym handlu), Seul nie może sobie pozwolić na osłabienie sojuszu w kwestii Korei Północnej. Szczyt międzykoreański jest możliwy, jednak nie zależy on ostatecznie od decyzji Seulu, ale Waszyngtonu i Pjongjangu. W tej sytuacji możemy mówić o pewnego rodzaju paradoksie. Seul działa tu wespół z Waszyngtonem, podczas gdy Pjongjang wydaje się być pozbawiony pomocy Pekinu. Gdybyśmy jednak przyjęli założenie, ze Korea Północna może liczyć na poparcie Chińskiej Republiki Ludowej (oficjalnie lub nie) może mówić o konflikcie koreańskim jako proxy conflict – czyli konflikcie zastępczym między Waszyngtonem a Pekinem.