201802.19
4

Chińskie inwestycje i wzrost protekcjonizmu

Na początku lutego Australia ogłosiła wprowadzenie dodatkowych restrykcji na inwestycje zagraniczne. Obostrzenia dotyczą nabywania ziemi rolnej i infrastruktury energetycznej. Chociaż minister skarbu Scott Morrison utrzymuje, że Canberra nadal chętnie przyjmuje inwestycje zagraniczne w ziemię uprawną to – podobnie jak w przypadku sektora energetycznego – „nie mogą one kolidować z interesem narodowym”. Chiny nie zostały bezpośrednio wymienione w oświadczeniu australijskiego rządu ale są adresatem implicite nowych regulacji. Te są wprowadzane wraz z pakietem przepisów mających na celu przeciwdziałanie operacjom wywierania wpływu prowadzonym w Australii przez ChRL (m.in. finansowanie kampanii politycznych), o których informują szeroko media i służby wywiadowcze (ASIO).

Wprowadzenie ograniczeń dla inwestorów chińskich rozważają również Stany Zjednoczone, co nie powinno dziwić z uwagi na restrykcje, którymi objęty jest amerykański biznes w ChRL. Olbrzymią asymetrię w tym względzie obrazują wskaźniki otwartości inwestycyjnej w poszczególnych sektorach rynków obu państw. W 2016 r. ograniczenia ze strony USA przewyższały analogiczne restrykcje w Chinach tylko w jednej dziedzinie – transporcie. Pozostałe sektory, w tym usługi telekomunikacyjne czy finansowe, były właściwie zamknięte dla inwestorów amerykańskich w Państwie Środka. Natomiast branża mediów była (i jest nadal) z takiej możliwości wyłączona całkowicie. Znaczenie chińskich OFDI dla amerykańskiej gospodarki jest ogromne. Od 2005 r. chińskie firmy zainwestowały w USA ponad 170 mld USD, z wyraźnym wzrostem udziału sektora technologii i dóbr konsumpcyjnych, do których dostępu ChRL potrzebuje w procesie transformacji gospodarczej. Odkładając na bok dyskusje czy konflikt gospodarczy na tym etapie zaszkodzi bardziej Pekinowi czy Waszyngtonowi (z pozytywnym wskazaniem na USA, które wśród swoich atutów posiada położenie geograficzne i bezpieczne sąsiedztwo; niezależność energetyczną; współzależność handlową z Pekinem, która w razie konfliktu odbije się  bardziej na gospodarce chińskiej oraz prymat dolara jako jednostki światowych rezerw walutowych), wprowadzanie podobnych narzędzi kontrolnych ergo ograniczających inwestycje z Państwa Środka w sektory uważane za ,,kluczowe” należy spodziewać się również ze strony UE.

W czerwcu ubiegłego roku próbę zainicjowania takich regulacji na szczycie Rady Europejskiej podjęły Niemcy jednak – co rzadko spotykane – bezskutecznie. W dokumencie wydanym po spotkaniu, korespondujący z tą kwestią zapis został rozwodniony, ze względu na obiekcje dwóch członków UE szczególnie przychylnych Chinom – Grecji i Czech. I to właśnie Czechy oraz Słowacja są przedmiotem ekspansji inwestycyjnej chińskiego konglomeratu CEFC, którego zainteresowanie rozszerza się obecnie o próbę zdecydowanego wejścia na rynek mediów – przejęcia najpopularniejszych stacji telewizyjnych w obu państwach, odpowiednio TV Nova i TV Markiza. Jak wskazuje badacz Matej Šimalčík, jeśli obie transakcje dojdą do skutku, siła oddziaływania Pekinu na opinię publiczną w regionie zwiększy się znacząco, włączając w to umniejszanie ryzyka związanego z inwestycjami chińskimi w sektory strategiczne i promowanie chińskiej narracji dotyczącej postępowania ChRL na arenie międzynarodowej (Morze Południowochińskie) i wewnętrznej (testowanie radykalnych metod nadzoru i kontroli społecznej w Xinjiangu). Aby zapobiec takiemu scenariuszowi oba państwa, a w szerszej perspektywie cała UE, potrzebuje konstruktywnej debaty nad polityką przyjmowania chińskich inwestycji, ale tak, aby nie wylewać dziecka z kąpielą i nie blokować przepływu inwestycji korzystnych dla obu stron. Jak zwraca uwagę Šimalčík w przypadku Słowacji dyskusja w tym względzie właściwie nie istnieje, natomiast w Czechach jest silnie upolityczniona.

Ponieważ liberalizacja dostępu do rynku wewnętrznego przez ChRL w stopniu analogicznym do gospodarek Zachodu, jest obecnie nierealna, dlatego należy się spodziewać kolejnych fal protekcjonizmu inwestycyjnego – jak w przypadku Australii, a wkrótce najpewniej Stanów Zjednoczonych – które jeszcze bardziej wzburzą stosunki gospodarcze między Chinami i państwami rozwiniętymi. Narastanie konfrontacyjnej postawy w Białym Domu potwierdza nominacja admirała Harry’ego Harrisa na stanowisko ambasadora w Australii. W przesłuchaniu przed senacką Komisją Sił Zbrojnych Harris stwierdził, że ,,intencje [podważania porządku międzynarodowego] Chin są krystalicznie czyste. Ignorowaliśmy to na własne ryzyko”. Wysłanie do Canberry najwyższego dowódcy sił USA w regionie Azji i Pacyfiku, który jest zwolennikiem zdecydowanej reakcji w sporze na Morzu Południowochińskim, stanowi wyraźny sygnał w stronę Pekinu. Oznacza podbicie stawki w amerykańsko-chińskiej rywalizacji o wpływy na świecie, która oprócz gospodarki i polityki zaczyna coraz wyraźniej wkraczać w sferę bezpieczeństwa.