201711.13
8

Trump w Pekinie: gra pozorów?

Pierwsza wizyta Donalda Trumpa w Chinach, oprócz zagadnień bezpieczeństwa i problemu Korei Północnej, została zdominowana przez kwestie handlowe. Przed przyjazdem do Pekinu, amerykański przywódca określił deficyt handlowy z Chinami jako ,,zawstydzający” i „straszny”. Prezydent Stanów Zjednoczonych został przywitany w Pekinie z niespotykaną celebrą. Z okazji jego wizyty zamknięto Zakazane Miasto, gdzie dla Trumpa wyprawiono uroczystą kolację – zaszczyt, który spotkał zagranicznego przywódcę po raz pierwszy od blisko siedmiu dekad. Przewodniczący ChRL mówił o ,,ogromnym dystansie geograficznym dzielącym oba mocarstwa, który jednak nie powstrzymał zbliżenia między nimi”. Xi akcentował też rolę Chin w globalnej architekturze bezpieczeństwa stwierdzając, że ,,oba państwa stoją na straży światowego pokoju”. Przy okazji spotkania obu liderów obwieszczono podpisanie porozumień o wartości 250 mld USD, choć należy pamiętać, że wiele z nich jest w fazie deklaratywnej. Z kolei Trump komplementował chińskiego odpowiednika i Chiny za skuteczność w polityce gospodarczej z USA (sic!), obarczając winą za gargantuiczny amerykański deficyt handlowy swoich poprzedników w Białym Domu. Uwagi te powtórzył również na zakazanym w Chinach twitterze. Aby ocenić czy Trump jest w stanie odwrócić negatywny trend jest jeszcze za wcześnie, choć odnotował na tym polu już pewne sukcesy, w tym m.in. poprzez otwarcie chińskiego rynku na amerykańską wołowinę i elektroniczne usługi płatnicze. Na wstrzymanie się z ocenami polityki zagranicznej wobec Chin nie czekają natomiast uznani amerykańscy dyplomaci. Winston Lord, jedna z kluczowych postaci stojąca za sukcesem wizyty Nixona w Pekinie w 1972 r., ocenił, że Trump scedował globalne przywództwo na rzecz Chin, a polityka zagraniczna amerykańskiego prezydenta pozwoliła na ,,make China great again”. Czy ta niespotykanie dosadna jak na słownik dyplomacji opinia jest jednak uzasadniona?

Przełomowe w tej sprawie mogą być rozstrzygnięcia wobec Korei Północnej, chociaż do tej pory Waszyngton wydawał się w tym względzie nad wyraz bierną stroną, oddając inicjatywę w tej kwestii Pekinowi. Należy jednak mieć na uwadze, że zaostrzenie relacji z USA z pewnością nie leży w obecnie interesie ChRL. Stany Zjednoczone są największym chińskim pożyczkobiorcą, a gwałtowne załamanie się relacji handlowych przyniosłoby katastrofalne skutki dla chińskiej gospodarki, osobistej pozycji politycznej Xi Jinpinga, włącznie z przetrwaniem chińskiego reżimu, którego legitymizacja opiera się na gospodarczym fundamencie i obietnicy podnoszenia dobrobytu obywateli. Chcąc zachować tę strategiczną równowagę, Chiny będą musiały iść na pewne ustępstwa np. oddać USA część inicjatywy w sprawie Korei Północnej, tak aby Trump mógł zachować twarz skutecznego „deal-makera”. Amerykanie, wbrew obiegowym stwierdzeniom, mają w zanadrzu ogromne atuty, do których jak wylicza Joseph Nye należą: położenie geograficzne i bezpieczne sąsiedztwo; niezależność energetyczna; współzależność handlowa z Pekinem, która w razie konfliktu odbije się znacznie bardziej na gospodarce chińskiej; pozycja dolara jako jednostki światowych rezerw walutowych. W tych czterech aspektach USA i Chiny dzieli olbrzymia asymetria, którą w krótkiej perspektywie czasu Pekinowi trudno będzie przełamać.

Amerykanie starają się tworzyć alternatywę dla globalnej strategii Chin w wybranych punktach świata. W Europie takim punktem staje się Polska, gdzie coraz wyraźniej ścierają się interesy geoekonomiczne i bezpieczeństwa obu mocarstw. W skutek tej rywalizacji rolę huba dla transportu kolejowego na Europę Środkowo-Wschodniej może zająć Białoruś. W Azji natomiast, wycofanie się z wielostronnych zobowiązań, Trump próbuje dyskontować nawiązywaniem dwustronnych umów handlowych. W tym celu, przed przyjazdem do Pekinu, amerykański prezydent odwiedził Tokio, gdzie w cieniu rozmów na temat Korei Północnej, USA i Japonia podpisały umowy mające na celu rozwój „wysokiej jakości” infrastruktury w Azji, Afryce, na obszarze Indo-Pacyfiku i Bliskim Wschodzie. Chociaż Chiny nie zostały wspomniane w kontekście nawiązanych porozumień explicite, to ich treść sugeruje próbę ustanowienia alternatywy wobec „Pasa i Szlaku” i włączania uczestników chińskiej inicjatywy do własnych projektów rozwojowych. Mglista idea ,,wolnego i otwartego Indo-Pacyfiku” ergo tworzenia przez USA grupy azjatyckich demokracji: Indii, Japonii i Australii w celu gospodarczego powstrzymywania Chin wydaje się być problematyczna, ponieważ Trump zrezygnował dobrowolnie z potencjalnie najbardziej adekwatnego narzędzia realizacji tej strategii – Partnerstwa Transpacyficznego. Straty wizerunkowe mogą przewyższać konsekwencje gospodarcze, ponieważ Trump demonstrując państwom sojuszniczym, że Stany Zjednoczone nie są partnerem na którym można polegać, Trump burzy fundamenty amerykańskiego soft power. Powstałą w ten sposób próżnię gospodarczo-polityczną dynamicznie wypełniają Chiny, które w miejsce TPP promują alternatywną inicjatywę wolnego handlu Regional Comprehensive Economic Partnership, do której akces zgłosiły m.in. właśnie Dehli, Tokio i Canberra.

W tym kontekście warto odnotować, jak Chiny zabiegają o przychylność wpływowych amerykańskich grupy interesu. Przed przyjazdem Trumpa, Pekin odwiedziła delegacja American Jewish Committee (AJC). Dyrektora wykonawczego tej wpływowej organizacji Davida Harrisa przyjął minister spraw zagranicznych Wang Yi. Szef chińskiej dyplomacji mówił o budowaniu ,,stosunków międzynarodowych nowego typu” oraz komplementował znaczenie AJC zarówno w polityce wewnętrznej USA, jak i wkład organizacji dla rozwoju przyjaznej współpracy z Chinami. Zacieśnianiu relacji służyły również spotkania w Chińskiej Akademii Nauk Społecznych oraz wygłoszenie przez Harrisa gościnnego wykładu na Uniwersytecie Pekińskim. Wyrafinowanie chińskiej polityki zagranicznej kontrastowało w ostatnich dniach z aktywnością dyplomatyczną gospodarza Białego Domu, którego działania na tym polu wyglądają bardziej na improwizację niż realizację przemyślanej strategii. W czasie pierwszej oficjalnej wizyty w Pekinie Trump wydawał się być uwiedziony blichtrem i oczarowany celebrą z jaką przyjęli go chińscy gospodarze. Prezydent USA chcąc zdjąć z siebie odium dyplomatycznego neofity mógłby spojrzeć na stosunki z Chinami przez pryzmat historycznej i ideologicznej rywalizacji między ChRL i Związkiem Radzieckim.  Zachowując odpowiednie proporcje, wnikliwa obserwacja poczyniona 70 lat temu przez wybitnego dyplomatę Georga C. Kennana wydaje się być nadal aktualna, również w perspektywie amerykańsko-chińskiej rywalizacji o globalne przywództwo:

Odnoszę wrażenie, że jeśli oni [KPCh] zdołają kiedykolwiek rozwinąć się do punktu w którym będą mogli w pełni rozporządzać w pełni potencjałem Chin i będą dysponowali znaczącą siłą militarną, ludzie na Kremlu odkryją nagle, że ten płynny i subtelny ruch, który wydawał się być w ich garści, po cichutku wymknął się z ich palców, i nie zostanie tam nic poza ceremonialnym chińskim ukłonem oraz uprzejmym i nieodgadnionym chińskim chichotem (za: Liu Xiaoyuan 2010, s. 30.)

O skali intensywności wzajemnych relacji świadczy fakt, że 11 miesięcy prezydentury Trumpa przyniosły trzy spotkania i dziewięć oficjalnych rozmów telefonicznych na linii Waszyngton-Pekin. Przyjazne gesty towarzyszące ostatniemu spotkaniu obu przywódców, wydają się paradoksalnie zwiastować nieporozumienia, ponieważ koegzystencja planów przywracania świetności obu mocarstw – „to make America great again” i ,,odrodzenia narodu chińskiego” (zhonghua minzu weida fuxing) – będzie niechybnie prowadziła do napięć. Nie jest jednak wykluczone, że nie będzie to globalna konfrontacja, bo jak się wydaje są obszary na których obie strony mogą współpracować, nie wchodząc na kurs kolizyjny.