201709.26
4

Trump straszniejszy od Kima

Zbliża się jedno z najważniejszych świąt na Półwyspie Koreańskim, czyli Chuseok. To trzydniowe święto przypada w tym roku na pierwszy tydzień października. Co zaskakujące, jednym z popularnych prezentów na Chuseok w tym roku są plecaki ratunkowe, zawierające najpotrzebniejszy ekwipunek na wypadek północnokoreańskiego ataku. Choć Koreańczycy z Południa w mediach, tak zagranicznych jak i rodzimych, są ukazywani jako spokojni i nie obawiający się wybuchu nowego konfliktu, to pewien rodzaj strachu w obliczu narastającego napięcia istnieje w koreańskim społeczeństwie. Na popularnym południowokoreańskim portalu społecznościowym po wpisaniu frazy „plecak ratunkowy”, można znaleźć wiele opinii młodych Koreańczyków, którzy wcześniej nie wierzyli w możliwość wybuchu konfliktu zbrojnego na Półwyspie Koreańskim. „Widząc ludzi kupujących zestawy ratunkowe przypomniały mi się słowa mojej babci: wojna koreańska wybuchła nagle o świcie”, można przeczytać na jednym z portali. Wielu Koreańczyków z Południa oświadcza, że nie boi się konfliktu, ale lepiej być przygotowanym. Co ciekawe, czynnikiem wzbudzającym społeczny strach nie są kolejne północnokoreańskie prowokacje, do których Koreańczycy z Południa zdążyli się w pewnym sensie przyzwyczaić, ale wojna na słowa między Donaldem Trumpem i Kim Jong-unem, która nasiliła się w sierpniu, a od momentu wystąpienia amerykańskiego prezydenta w tym miesiącu na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych znów nabiera tempa.

Co może być zaskakujące, Koreańczycy z Południa w wywiadach wskazują, że bardziej boją się amerykańskiego prezydenta niż przywódcy północnokoreańskiego reżimu. Według części Koreańczyków to Donald Trump jest odpowiedzialny za eskalację napięcia na Półwyspie Koreańskim. Nieprzewidywalność amerykańskiego prezydenta i mało dyplomatyczne wypowiedzi mogą doprowadzić Koreę Północną do ataku. Według Koreańczyków Kim Jong-un „mówi, że zrobi coś szalonego, ale nigdy nic nie zrobił”, natomiast Donald Trump swoim działaniem „może sprowokować młodego przywódcę”. Mieszkańcy Korei Południowej obawiają się, że amerykański prezydent starając się udowodnić coś światu i potwierdzić swój autorytet jedynie zwiększa napięcie na Półwyspie Koreańskim zamiast rozwiązywać problem północnokoreańskich zbrojeń. Dalsze prowokowanie Kim Jong-una może zostać w końcu odebrane przez Pjongjang jako deklaracja wojny.

W mocnym przemówieniu na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ 19. września Donald Trump zignorował ostrzeżenia swoich współpracowników, aby unikać osobistych ataków na Kim Jong-una, nazywając północnokoreańskiego przywódcę „Człowiekiem-rakietą na misji samobójczej”. W odpowiedzi na słowa Trumpa północnokoreański minister spraw zagranicznych Ri Jong-ho ogłosił, że Pjongjang rozważa przeprowadzenie próby jądrowej na Pacyfiku, a same groźby amerykańskiego prezydenta porównał do „szczekania psa”.Wiele państw potępiło „nieodpowiedzialną” retorykę Trumpa na forum ONZ, która rozpoczęła nowy rozdział w wojnie na słowa z północnokoreańskim przywódcą. 22 września w odpowiedzi na amerykańską groźbę „totalnego zniszczenia” Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej Kim Jong-un przygotował przemówienie, w którym zaatakował Donalda Trumpa. Był to pierwszy taki przypadek bezpośredniego zwrócenia się do amerykańskiego prezydenta. Kim Jong-un za pośrednictwem koreańskiej agencji prasowej KCNA nazwał Trumpa „psychicznie obłąkanym amerykańskim ramolem”. Dalej w oświadczeniu Kima można przeczytać, że amerykański prezydent „słono zapłaci za swe słowa”. Prezydent Trump kilka godzin po opublikowaniu oświadczenia Kima, za pośrednictwem Twittera nazwał północnokoreańskiego przywódcę „szaleńcem, który nie ma problemów z mordowaniem swoich obywateli” oraz zagroził, że Kim zostanie „poddany takiej próbie , jak nigdy wcześniej”.

Skalę napięcia jaką wywołała ostatnia wojna na słowa Donlada Trumpa i Kim Jong-una widoczna jest w Pjongjangu, gdzie północnokoreańscy obywatele wyszli na ulice w geście poparcia dla swojego przywódcy. Tłumy Koreańczyków w równych rzędach maszerowały w Pjongjangu, skandując hasła takie jak „staniemy się pociskami i bombami poświęconymi obronie szanownego Najwyższego Towarzysza Kim Jong-una”. Można założyć, że marsz został zorganizowany przez północnokoreańskie władze jako manifestacja „społecznego” poparcia zbrojeń. W Korei Południowej natomiast życie niby toczy się dalej bez zmian. Moon Jae-in nie rezygnuje ze swojej dwutorowej polityki wobec swojego sąsiada, podkreślając w swoim przemówieniu w trakcie forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ dążenie do pokoju na Półwyspie Koreańskim. Południowokoreański rząd, pomimo sprzeciwu opozycji i części społeczeństwa podjął także 21 września decyzję o udzieleniu Korei Północnej„w odpowiednim czasie” pomocy humanitarnej w kwocie 8 milionów dolarów za pośrednictwem odpowiednich organizacji ONZ.Tylko drobne szczegóły wskazują, że narasta społeczny strach przed możliwością wybuchu nowego konfliktu. Jedno z luksusowych osiedli mieszkalnych przeprowadziło spotkanie z mieszkańcami, na którym zostały omówione zasady działania na wypadek północnokoreańskiego ataku. Starsi mieszkańcy Seulu, którzy pamiętają wojnę koreańską doradzają przyszywanie do ubrań dzieci informacji z danymi kontaktowymi. Wzrasta także sprzedaż plecaków ratunkowych na wypadek, gdyby wojna na słowa między Trumpem i Kimem zamieniła się w otwarty konflikt.