202006.22
0

Japonia bez lądowej tarczy antyrakietowej?

W grudniu 2017 roku rząd premiera Abe Shinzō podjął decyzję o zakupie dwóch instalacji lądowego systemu obrony przeciwrakietowej Egida produkowanego w Stanach Zjednoczonych. Na początku maja 2020 roku, w skutek protestów społeczności z Akita, japońskie Ministerstwo Obrony poinformowało o zmianie rozmieszczenia systemu obrony przeciwrakietowej. W czerwcu minister obrony Kōno Tarō podjął decyzję o wstrzymaniu prac nad rozmieszczeniem instalacji przeciwrakietowej. Wśród powodów zatrzymania projektu minister wymienił rosnące koszty instalacji oraz konieczność zapewnienienia bezpieczeństwa ludności lokalnej, zagrożonej zniszczeniami spowodowanymi przez spadające części wystrzelonych pocisków. Na oświadczenie japońskiego rządu bardzo szybko zareagowała administracja Stanów Zjednoczonych, co może doprowadzić do dalszych tarć dyplomatycznych.

Tu jednak japoński rząd zasłania się niesprzyjającą opinią publiczną. Problemy z rozmieszczniem systemu nasiliły się kiedy w maju 2019 roku Ministerstwo Obrony poinformowało o planach budowy instalacji w miastach Akita (prefektura Akita) i Hagi (prefektura Yamaguchi). Decyzja ta bardzo szybko spotkała się z opozycją ludności lokalnej miasta Akita, która wskazywała na liczne zagrożenia związane z rozmieszczeniem instalacji, włączając w to możliwość ataku ze strony Korei Północnej. Doniesienia o sprzeciwie na poziomie lokalnym zyskały status skandalu, po tym jak Ministerstwo Obrony przyznało się do błędów w procesie wyboru miejsc przeznaczonych na instalacje systemu tarczy antyrakietowej. Co dość kuriozalne, błędy te wynikały z wykorzystania aplikacji Google Earth virtual globe do wytypowania potencjalnych stanowisk, zamiast przeprowadzenia realnych pomiarów. Doniesienia podważyły zaufanie społeczności lokalnej do pracowników ministerstwa odpowiedzialnych za realizację projektu. W efekcie ówczesny minister obrony Iwaya Takeshi spotkał się z burmistrzem prefektury Akita i przeprosił za błędy w przygotowaniu projektu. Problem nabrał większego znaczenia politycznego, po tym jak przedstawicielka opozycji z okręgu Akita zwyciężyła w wyborach do Izby Wyższej, dzięki krytyce działań Ministerstwa Obrony i rządu.

Kolejnym problemem w procesie rozmieszczenia instalacji przeciwrakietowej okazały się rosnące koszty. Już w 2018 roku japońskie media informowały o tym, że koszty instalacji wyceniane na 1,7 miliarda USD mogą wzrosnąć dwukrotnie do 3,6 miliarda USD. W 2019 roku wykonawca instalacji firma Lockheed Martin wskazała na konieczność poniesienia dodatkowych kosztów związanych z testem instalacji. Rosnące wydatki doprowadziły do pytań o opłacalność budowy lądowego systemu Egida, w sytuacji gdy Japonia posiada już system obrony przeciwrakietowej na okrętach morskich.

Oprócz rodzimego sprzeciwu plany budowy tarczy antyrakietowej powodowały protesty ze strony Chin i Rosji. Kwestia była wielokrotnie poruszana podczas japońsko-rosyjskich rozmów dotyczących podpisania traktatu pokojowego. Władze w Moskwie postrzegały zwiększenie zbrojeń jako czynnik obniżający dwustronne zaufanie, co nie przeszkadzało im w budowie kolejnych instalacji wojskowych w pobliżu spornych Kuryli Południowych.

Projekt budowy tarczy antyrakietowej, jest jedną z kluczowych inwestycji w bezpieczeństwo Japonii, która ma zapewnić ochronę przed atakami ze strony Korei Północnej. Głównym bodźcem, który skłonił rząd premiera Abe do zakupu amerykańskiej instalacji były naciski ze strony administracji Donalda Trumpa, na zwiększenie zakupów ze Stanów Zjednoczonych. Należy więc zadać pytanie, dlaczego teraz podjęto decyzję o rezygnacji z tarczy? Być może podpisanie traktatu handlowego z Waszyngtonem oraz oddalenie widma nałożenia ceł na japońskie samochody importowane do Stanów Zjednoczonych skłoniło japońską administrację do większej asertywności w relacjach dwustronnych. Być może, spadek popularności rządu premiera Abe oraz szkody wizerunkowe spowodowane kontrowersyjnym projektem przeważyły potencjalne korzyści międzynarodowe płynące z jego kontynuacji. Z pewnością odstąpienie od umowy nie obędzie się bez konsekwencji. Japoński rząd będzie musiał najprawdopodobniej ponieść koszty wielkości 1,6 miliarda USD za projekt, który nigdy nie zostanie ukończony.