202005.22
1

„Atma-Nirbhar Bharat Abhijan”: samowystarczalność Made in India?

Ogólnoindyjski „lockdown” rozpoczęty 25 marca objął swym zasięgiem przeszło 1,3 miliarda ludzi czyniąc Indie już nie tylko największą demokracją, ale i największą kwarantanną świata. Premier Indii Narendra Modi w trakcie trwającej od miesięcy epidemii koronawirusa po raz kolejny zaproponował nowe rozwiązania. Na czym polega nowy program antykryzysowy o roboczej nazwie „Samowystarczalne Indie” i czy jest możliwy do zrealizowania we współczesnym zglobalizowanym świecie?

We wtorek 12 maja 2020 roku premier Indii Narendra Modi w trakcie trwającej od miesięcy epidemii koronawirusa po raz kolejny odniósł się do panującej sytuacji. Ogólnokrajowy „lockdown” rozpoczęty 25 marca objął swym zasięgiem przeszło 1,3 miliarda ludzi czyniąc Indie już nie tylko największą demokracją świata, ale i największą kwarantanną wszech czasów. Premier ogłosił właśnie drugą transzę pakietu pomocowego, który opiewa na astronomiczną kwotę 266 miliardów dolarów. Wraz z pierwszym transferem finansowym zaproponowanym w marcu 2020 roku ma on stanowić potężny bodziec dla około 10 procent ogólnego PKB kraju. Wśród najważniejszych jego celów znalazły się: ratunek przedsiębiorstw przed grożącym im bankructwem, a także poprawa płynności finansowej indyjskiego systemu bankowego. 

Szczegóły indyjskiej „tarczy antykryzysowej” mają zostać ogłoszone przez ministra finansów Nirmalę Sitharaman wkrótce. Jednak już dziś wiadomo, iż znacznie przewyższa ona pomoc finansową zaproponowaną 26 marca, kiedy na transfery pieniężne i racje żywnościowe dla najuboższych przeznaczono około 23 miliardy dolarów (około 0,8 procent indyjskiego PKB). Podczas gdy pierwsza transza pomocy skierowana była do biedniejszych warstw społecznych, rząd Indii od tygodni pracował nad drugim pakiet pomocowym, który przyniósłby ulgę właścicielom upadających bądź borykających się z problemami finansowymi firm. Nowy program antykryzysowy ma zatem zaspokoić potrzeby zarówno przedsiębiorstw, pracodawców, jak i pracowników. Nowy program nazwany „Atma-nirbhar Bharat Abhijan” (tłum. Program Samowystarczalnych Indii), zgodnie z przemówieniem Modiego, obejmowałby pięć filarów: „gospodarkę, infrastrukturę, system oparty na technologii, dynamiczną demografię i popyt”. Doskonałym przykładem ilustrującym omawianą koncepcję jest produkcja środków ochrony indywidualnej (PPE), która przed nastaniem pandemii w Indiach odbywała się na bardzo niewielką skalę. Obecnie zaś w kraju każdego dnia produkuje się ponad 2 lakhy (200 000 sztuk – przy. red.) masek N95 i tyle samo rękawiczek, przyłbic, fartuchów i innych środków ochrony PPE. Premier z dumą podkreśla, iż stanowi to niezbity dowód na to, iż Indie są zdolne przekuć zastany kryzys w nowe możliwości i szanse rozwoju gospodarczego.

Ponadto, rząd zaoferuje także kredyty bez zabezpieczenia dla Ministerstwa Mikro, Małych i Średnich Przedsiębiorstw na cztery lata, co ma przynieść istotne korzyści wielu branżom, w tym kluczowemu w Indiach sektorowi motoryzacyjnemu. Obiecuje też obniżki podatków, surowe bariery pozataryfowe zniechęcające do importu oraz zwiększenie zamówień na towary krajowe.

Czy dzięki większej liczbie dotacji i zachęt ekonomicznych kampania „Atma-nirbhar” będzie kontynuacją programu „Make in India”? Nadrzędnym celem rzeczonej kampanii było zwiększenie udziału sektora produkcyjnego w gospodarkę. Niestety ten godny pochwały cel (wspierany przez kolejne rządy Indii) nie do końca doprowadził do oczekiwanych rezultatów. W rzeczywistości udział produkcji w Indiach zamiast wzrosnąć – spadł o 0,8 punktu procentowego do wartości 14,8% PKB Indii w latach 2015-2018. Nie ulega wątpliwości, że epidemia koronawirusa i wynikające z niej blokady wprowadzone przez rząd Indii poważnie osłabiły gospodarkę indyjską. Według Centrum Monitorowania Indyjskiej Gospodarki bezrobocie wzrosło i oscyluje aktualnie  w okolicach 23 procent, a banki i firmy ratingowe obniżają prognozy dotyczące gospodarki indyjskiej na rok 2020-2021. Efekty nowego programu są zatem z niecierpliwością wyczekiwane.

W ostatnich latach podejście indyjskiego rządu do handlu coraz częściej nosi znamiona protekcjonizmu gospodarczego. Nastąpił wzrost ceł na towary importowane, które rząd indyjski uważa za zbyt konkurencyjne wobec przemysłu krajowego. Czy w erze samowystarczalności pojawi się więcej barier? Wprawdzie w swoim przemówieniu Modi zdawał się przekonywać, że nie jest to jego celem, a wdrażana polityka nie będzie „ani wykluczająca, ani izolacjonistyczna”, jednak ostatnie sześć lat pokazało, że doktryna ekonomiczna premiera Indii nie opiera się na zasadach wolnorynkowych.

Tym samym po protekcjonistycznym podejściu Donalda Trumpa, pozorujących wolnorynkowe podejścia Chinach, Indie w obliczu kryzysu będą pogłębiały tendencje protekcjonistyczne. W sukurs pójdą tu hasła o jedności narodowej, czy wizje wielkich narodów. Taka retoryka wpisuje się ogólnoświatowe trendy. Wyraz temu dał Modi, który podczas swojego przemówienia roztoczył przed obywatelami poruszającą serca i umysły wizję wielkich Indii pełniących rolę światowego hegemona, któremu nie jest w stanie zagrozić światowa epidemia. Modi odwołuje się do dumy narodowej i historii pełnej wyzwań, które wspólnymi siłami narodu indyjskiego wielokrotnie udało się przezwyciężyć. Podkreśla potrzebę nowej wizji Indii samodzielnych i samowystarczalnych. W jego słowach usłyszymy wiele sanskryckich maksym i odwołań do kultury wedyjskiej:

Nasza kultura i tradycja Indii mówi o samowystarczalności, a jej ucieleśnieniem jest Vasudhaiva Kutumbakam (świat stanowi jedną rodzinę – przyp. red.). Samokontrola jest szczęściem. Samowystarczalność prowadzi do szczęścia, satysfakcji i wzmocnienia. Nasza odpowiedzialność, aby uczynić XXI wiek stuleciem Indii wypełni się dzięki obietnicy samowystarczalnych Indii. Będzie to możliwe dzięki potencjałowi 130 krorów obywateli (1,3 miliarda – przyp. red.).

Możemy założyć, że Indie wkraczają w nową erę gospodarczej „samowystarczalności”. Wszystko wskazuje na to, że po flagowej, choć nieco już wyeksploatowanej doktrynie „Make in India” przyszedł czas na swoisty „rebranding” i pozorne odświeżenie pojęć. Zdobywające ostatnio w Indiach dużą popularność hasła „Vocal for Local” oraz „Atma-nirbhar Abhijan” (z których wykuwania słynie notabene premier Modi) słusznie nawołują do otoczenia szczególną opieką (również finansową) lokalnych przedsiębiorstw i postawienia na „swadeśi”, czyli rodzimy handel. Jeśli jednak plany te rzeczywiście miałyby wyjść poza sferę sloganizacji i zostać w pełni urzeczywistnione, rząd Narendry Modiego czeka kadencja pełna niebotycznych wyzwań politycznych, jak i ekonomicznych. Trudno na tym etapie jednoznacznie ocenić zwrot ku polityce „samowystarczalności”. Można jednak przypuszczać, iż gospodarka Indii – stanowiąca dziś 7,45% światowego PKB – zamyka sobie w ten sposób drogę do bycia jednym z kół zamachowych współczesnej globalizacji. W zachowaniu Indii można również dopatrzyć się szerszej strategii. Nowa doktryna ekonomiczna może bowiem okazać się sprytnym zagraniem taktycznym, by uniknąć zajęcia stanowiska w konflikcie na linii USA-Chiny. Byłoby to nie tylko gwarantem neutralności Indii, ale mogłoby zaowocować pozytywną recepcją społeczną, a także zdobyciem nowego kapitału na potrzeby wewnętrznej walki politycznej.