202004.16
1

FocusOSA #146: Polityka w ASEAN

Uwaga opinii publicznej na początku kwietnia skupiła się na stopniowym znoszeniu ograniczeń w przemieszczaniu się w Chinach, gdzie doszło do wybuchu pandemii koronawirusa. Coraz mniejsza liczba zakażonych COVID-19 pozwoliła rządowi w Pekinie na skupienie się na innych kwestiach, wykorzystując tym samym fakt, że reszta świata oczekuje lub właśnie się znajduje w samym szczycie zachorowań. Cała uwaga jest teraz skupiona na Stanach Zjednoczonych, gdzie z każdym dniem rośnie ilość zakażonych oraz liczba zgonów, co jest niezwykle kosztowne nie tylko pod względem ekonomicznym, ale również wizerunkowym. Zarówno Pekin jak i Waszyngton płynnie przeszły z wojny handlowej, w której obowiązuje tymczasowe zawieszenie broni na mocy tzw. Phase One Deal, do wojny informacyjnej, opartej głównie na wzajemnych oskarżeniach dotyczących punktu zapalnego pandemii oraz jej przyczyn. Mimo doniesień o nadchodzącym kryzysie na szczytach władzy w Komunistycznej Partii Chin, działania rządu wydają się być sprawnie koordynowane, zwłaszcza w kluczowych dla polityki zagranicznej sferach.

Do jednej z nich należy bez wątpienia zaliczyć Morze Południowochińskie, a ściślej mówiąc, chęć zapewnienia dominacji nad tym akwenem w oparciu o linię tzw. dziewięciu kresek. Część komentatorów twierdzi, że wznowienie zdecydowanych działań Pekinu w tym regionie na przestrzeni ostatnich kilku tygodni, to wynik “wygaszania” epidemii w Chinach. Pozostała część specjalistów skłania się do wersji, że działania Pekinu są konsekwentnie kontynuowane bez względu na okoliczności. Jednak po bacznej analizie wydarzeń od początku roku ta druga interpretacja wydaje się bardziej prawdopodobna, choć wydarzenia z początku kwietnia sugerują intensyfikację działań ChRL.

Już na początku miesiąca wietnamski kuter rybacki z ośmioosobową załogą został zatopiony przez chiński statek straży przybrzeżnej. Tym razem rybacy zostali jednak uratowani przez chińską załogę. Inaczej było w czerwcu ubiegłego roku, gdzie w podobnym zdarzeniu został zatopiony filipiński kuter rybacki, ale załoga została pozostawiona bez pomocy chińskiej załogi. Poszkodowani zostali wtedy uratowani przez wietnamskich rybaków, będących świadkami tego incydentu. Rzeczniczka ministerstwa spraw zagranicznych ChRL Hua Chunying stwierdziła podczas konferencji prasowej, że do zatopienia wietnamskiego statku doszło po tym, jak jego załoga nie zastosowała się do komunikatu wygłoszonego przez chińską straż przybrzeżną wzywającego statek do opuszczenia wód wokół Wysp Paracelskich, a zderzenie nastąpiło w wyniku nieodpowiedzialnego manewru wietnamskiej jednostki. Zaznaczyła przy tym, że chińska załoga próbowała uniknąć kolizji. Co zrozumiałe, sprawę inaczej postrzega strona wietnamska. Rzecznik wietnamskiego ministerstwa spraw zagranicznych Lê Thị Thu Hằng poinformował o spotkaniu przedstawiciela resortu w chińskiej ambasadzie w Hanoi, podczas którego złożona została oficjalna nota z protestem. Wezwano w niej do zaprzestania podobnych działań przez stronę chińską w przyszłości oraz do zadośćuczynienia finansowego poszkodowanym rybakom. Stanowisko Wietnamu zostało poparte przez amerykański Departament Obrony jak i czterech senatorów: Cory’ego Gardnera – przewodniczący podkomisji ds. Azji Wschodniej, Pacyfiku i międzynarodowej polityki bezpieczeństwa cybernetycznego, Jima Rischa – przewodniczący Komisji Stosunków Zagranicznych, a także Boba Menendeza oraz Eda Markey’a, którzy określi działania chińskiej straży przybrzeżnej jako jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego. Głos w sprawie zabrały również Filipiny jako kolejne państwo zaangażowane w spór terytorialny na Morzu Południowochińskim. Ministerstwo spraw zagranicznych wydało oficjalne oświadczenie, w którym wyraża „głębokie zaniepokojenie” w związku z doniesieniami o zatopieniu wietnamskiego statku przez chińską straż przybrzeżną. Powołało się przy tym na podobne doświadczenia z czerwca 2019 roku. Biorąc pod uwagę naturę relacji dwustronnych na linii Manila-Pekin od 2016 roku – głównie za sprawą polityki prezydenta Rodrigo Duterte – nie powinno nas dziwić dużo bardziej wyważone oświadczenie w porównaniu do amerykańskiej reakcji na tą sytuację. Niemniej jednak jest to kolejny wyraz poparcia dla Hanoi, tym bardziej znaczący, że pochodzi od państwa z regionu, a nie od „obcego mocarstwa wtrącającego się w sprawy, w które nie jest bezpośrednio zaangażowane” jak opisuje działania USA dyplomacja Pekinu.

Warto zatem zastanowić się nad znaczeniem tego incydentu dla przyszłości relacji w trójkącie Stany Zjednoczone – Wietnam – Chiny. Zatopienie wietnamskiego kutra można rozpatrywać jako zdecydowaną odpowiedź na wizytę amerykańskiego lotniskowca USS Theodore Roosevelt w porcie w Da Nang, która miała miejsce na początku marca, i upamiętniała 25. rocznicę nawiązania stosunków dyplomatycznych między państwami. Mimo tego, że jest to dopiero druga taka wizyta (pierwsza miała miejsce w marcu 2018 roku) od zakończenia wojny wietnamskiej, to obie strony wyraziły chęć, aby tego rodzaju wydarzenie na stałe wpisało się w kalendarza wspólnych przedsięwzięć o znaczeniu militarnym. Jest to wyjątkowo obiecująca perspektywa dla Pentagonu, który chcąc zwiększać swoją obecność w regionie musi sprostać wielu wyzwaniom, a jednym z najważniejszych jest budowa zaufania wśród państw azjatyckich. Z przyczyn oczywistych proces ten jest utrudniany przez chińską politykę zagraniczną, która skutecznie wykorzystuje takie mechanizmy jak inicjatywa Pasa i Szlaku czy Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) by równoważyć amerykańskie wpływy w regionie. Do zbioru wyzwań trzeba również zaliczyć nieprzewidywalny sposób prowadzenia polityki zagranicznej przez Donalda Trumpa, a przede wszystkim decyzje dotyczące warunków współpracy z wieloletnimi sojusznikami w zakresie obronności (np. zwiększenie kosztów obecności amerykańskich żołnierzy w Korei Południowej), co wzbudza uzasadnione obawy wśród liderów państw regionu, znajdujących się często w bezpośrednim sąsiedztwie Chin. Dlatego wzmacnianie współpracy z takimi państwami jak Wietnam, będącymi stronami sporu terytorialnego na Morzu Południowochińskim jak i graniczącymi z Chinami jest niezwykle istotne ze strategicznego punktu widzenia. Zwłaszcza, że pod znakiem zapytania stanął trwający od 1946 roku sojusz amerykańsko-filipiński, sformalizowany podpisaniem traktatu o wzajemnej obronie w 1951 roku. Wszystko za sprawą decyzji prezydenta Rodrigo Duterte, który zainicjował procedurę wycofania się z umowy regulującej obecność amerykańskich wojsk na Filipinach (Visiting Forces Agreement) podpisanej w 1998 roku.

Działania Pekinu, takie jak zatopienie kutra rybackiego czy kolejne przypadki naruszania wyłącznej strefy ekonomicznej Wietnamu przez chińskie statki badawcze w eskorcie jednostek straży przybrzeżnej mogą doprowadzić do zniszczenia wizerunku kreowanego przez liderów ChRL. Promowane przez przewodniczącego Xi Jinpinga oraz premiera Li Keqianga zasady pokojowego współistnienia wykluczają się bowiem z kontynuowanym rozwojem infrastruktury wojskowej na sztucznych wyspach. Oprócz tego nieustannie dochodzi do różnego rodzaju incydentów, sprzecznych z normami prawa międzynarodowego (UNCLOS). Brak konsekwencji w działaniach Chin, rozumianej poprzez jednoznaczny wybór ścieżki polegającej na współpracy i respektowaniu norm, albo działaniach siłowych dążących do zastraszenia słabszych sąsiadów może ostatecznie doprowadzić do zniszczenia względnie stabilnej sytuacji w regionie. Taka gra na dwóch fortepianach popchnie mniejszych aktorów w ręce Waszyngtonu niezależnie od tego jakie będzie stosował zachęty.

Warto jednak zauważyć, że ChRL wykorzystuję aktualną słabość amerykańskiego systemu, który zajęty jest przede wszystkim walką na froncie z koronawirusem w tym przede wszystkim przez dowództwo United States Indo-Pacific Command (USINDOPACOM). W ten sposób jest wysyłany w świat komunikat, że marynarka wojenna Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej jest w stanie w skuteczny sposób chronić swoją załogę przed pandemią, a już na pewno lepiej od Amerykanów. Lotniskowiec Liaoning oraz pięć innych okrętów wojennych rozpoczął bowiem manewry między Cieśniną Miyako znajdującej się w pobliżu archipelagu Riukiu przez okolice Cieśniny Tajwańskiej aż do Morza Południowochińskiego. Każda z tych lokalizacji może być potencjalnym punktem zapalnym konfliktu, ponieważ dotyczą kluczowych interesów ChRL o charakterze terytorialnym. Ćwiczenia stanowią zatem pewnego rodzaju przestrogę dla państw, które polegają tylko i wyłącznie na amerykańskiej protekcji w przypadku, gdy ich główna broń w postaci lotniskowców zostanie sparaliżowana. Rzecz jasna nie należy w tej sytuacji mówić o całkowitym paraliżu amerykańskiej marynarki wojennej, ale można być pewnym, że właśnie w takim kierunku będzie zmierzała narracja Pekinu. Na chwilę obecną lotniskowiec USS Theodore Roosevelt znajduje się w porcie na wyspie Guam i z załogi liczącej niemal 5000 osób zarażonych COVID-19 zostało ponad 500 osób z czego jedna zmarła 13 kwietnia. Drugi lotniskowiec znajdujący się na Pacyfiku – USS Ronald Reagan, przebywa w japońskiej bazie marynarki wojennej Yokosuka, a pod koniec marca u dwóch marynarzy z tej jednostki również wykryto koronawirusa. W tym samym okresie dowódca USS Theodore Roosevelt – komandor Brett Crozier, napisał list wzywający zwierzchników amerykańskiej marynarki wojennej do przedsięwzięcia wszelkich możliwych środków, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa na lotniskowcu. Wiadomość w Stanach Zjednoczonych spotkała się z dużym zainteresowaniem, ponieważ treść listu została opublikowana w San Francisco Chronicle. Jako pierwszy na apel komandora Croziera odpowiedział sekretarz marynarki wojennej USA Thomas Modly. Jego reakcja z początku kwietnia nie spotkała się jednak z aprobatą społeczną jak i środowiska żołnierzy, ponieważ określił dowódcę lotniskowca „naiwnym i głupim”, co ostatecznie kosztowało go utratę stanowiska.

Kontynuacja przez Chiny agresywnych działań w regionie wspartych wojną informacyjną i tzw. „ofensywą pomocową” dla słabszych państw, pozwoli Pekinowi na zdobycie przewagi nad Waszyngtonem w nadchodzących miesiącach, które będą kluczowe zarówno w kontekście gospodarczym jak i nadchodzącego widma kryzysu finansowego przewyższającego ten z 2008 roku. Tym samym działania chińskie mogą zdecydowanie wykraczać poza obszary sporne na Morzu Południowochińskim wkraczając na Ocena Spokojny. Jeżeli chińskie kierownictwo uzna ten moment za okres strategicznej szansy (hasło lansowane przez Jiang Zemina w latach 90. XX wieku), konfrontacja z Waszyngtonem nabierze nowego wojskowego wymiaru.