202003.26
0

Dziewięć lat po katastrofie Fukushima I

11 marca Japończycy ponownie upamiętnili rocznicę wielkiego trzęsienia we wschodniej Japonii oraz awarii reaktora Fukushima I. Pomimo tego, że większość oficjalnych uroczystości zostało odwołanych z powodu epidemii wirusa COVID-19, w pobliżu zniszczonych miejsc zgromadziły się grupy ludzi, którzy przyjechali by uczcić pamięć ofiar. Czy zatem udało się złagodzić skutki tej tragedii i czy po dziewięciu latach mieszkańcy prefektury wrócili do normalnego życie?

Prace zmierzające do odbudowy terenów zniszczonych przez trzęsienie ziemi i fale tsunami postępują zgodnie z planem, lecz dziewięć lat po tragedii poza dawnym miejscem zamieszkania znajduje się ponad 45 000 mieszkańców północno-wschodniej Japonii. Trzęsienie i awaria elektrowni skłoniły prawie 340 000 osób do opuszczenia zniszczonych prefektur. Na początku marca częściowo zdjęto nakaz ewakuacji w mieście Futaba, znajdującym się zaledwie 4 kilometry od zniszczonej elektrowni. Decyzja ta pozwoliła na ponowne uruchomienie ekspresowej linii kolejowej biegnącej przez prefekturę Fukushima. Miasto Futaba ma zostać objęte specjalnym programem odbudowy, którego celem jest umożliwienie ludności powrotu do swoich domów. Znaczna część ewakuowanych mieszkańców nie ma jednak zamiaru wracać do opustoszałych miast. Mimo, że władze lokalne przy wsparciu rządowym prowadzą kampanię mającą na celu przekonanie konsumentów do zakupów żywności wyprodukowanej w prefekturze Fukushima to jednak skutki gospodarcze katastrofy nadal nie zostały zredukowane.

Ponadto dziewięć lat po awarii na terenie elektrowni nadal trwają prace zmierzające do jej likwidacji i usunięcia paliwa nuklearnego oraz skażonych elementów konstrukcyjnych. W elektrowni nadal znajduje się około 4700 wysoko radioaktywnych prętów paliwowych, których usunięcie potrwa najprawdopodobniej do roku 2021. W pracach uczestniczy około 4000 pracowników firmy TEPCO, odpowiedzialnej za proces likwidacji skutków katastrofy. Kiedy Japonia zgłosiła chęć organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2020 rok, premier Abe Shinzō zapewniał, że sytuacja w elektrowni została opanowana i miejsce to nie będzie stanowić zagrożenia dla uczestników olimpiady. Procesowi likwidacji elektrowni Fukushima I towarzyszy kilka istotnych zagrożeń, z którymi japoński rząd nie do końca jest w stanie sobie poradzić.

Największym zagrożeniem jest problem składowania ponad 1,2 milionów ton radioaktywnej wody, która została poddana procesowi oczyszczenia, lecz nadal zawiera niewielkie ilości trytu. Woda, która jest wykorzystywana do chłodzenia stopionego paliwa w uszkodzonych reaktorach, jest przechowywana w specjalnie przygotowanych zbiornikach znajdujących się na terenie elektrowni. Firma TEPCO pracuje nad technologiami odparowania wody lub kontrolowanego upustu do oceanu i jest w stanie składować 1,37 mln ton wody. A tej przybywa 170 ton dziennie.

Problem rekultywacji obszarów popromiennych to nie tylko sprawa wewnętrzna, ale również międzynarodowa. Od kilku miesięcy japoński rząd szukał akceptacji międzynarodowej dla planu wypuszczenia radioaktywnej wody z elektrowni Fukushima I do oceanu. W tym celu zorganizowano szereg spotkań z pracownikami ambasad, podczas których przedstawiono informacje dotyczące potencjalnych skutków wypuszczenia rozrzedzonego roztworu radioaktywnej wody. Plan został poparty przez szefa Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, który stwierdził, że zrzut wody do oceanu jest zgodny ze standardami obowiązującymi w sektorze energetyki jądrowej. Podobne operacje są przeprowadzane w innych elektrowniach jądrowych. Plan spotkał się jednak z ostrym sprzeciwem ze strony japońskich rybaków oraz rządu Korei Południowej, który obawia się strat jakie ta operacja może przynieść dla koreańskich eksporterów ryb i owoców morza. Pomimo licznych obaw pod koniec marca firma TEPCO przedstawiła plan powolnego zrzutu rozcieńczonej wody do oceanu. Firma zapewnia, że niewielka ilość trytu nie będzie szkodliwa dla ludzi i zwierząt morskich. W celu zapewnienia bezpieczeństwa operacja ma zostać rozłożona na 30 lat. Plan oczekuje na akceptację rządu i Ministerstwa Gospodarki, Handlu i Przemysłu.

Kolejnym wyzwaniem jest operacja usunięcia 880 ton stopionego paliwa radioaktywnego. Jest to ilość sześciokrotnie większa niż w przypadku podobnej operacji przeprowadzonej w elektrowni Three Miles Island w Stanach Zjednoczonych, która uległa awarii w roku 1979. Bardzo powolny proces usuwania paliwa przy pomocy mechanicznego ramienia ma rozpocząć się w roku 2021 i może potrwać nawet 30 lat. Kolejnym problemem jest kwestia składowania stopionego paliwa oraz radioaktywnych materiałów stałych takich jak gruz i ziemia, które zostaną zebrane w procesie likwidacji elektrowni. Ich ilość szacuje się na 770 000 ton. Rząd zapowiedział budowę składowiska odpadów radioaktywnych, lecz jak na razie żadna z japońskich prefektur nie chce zgodzić się na utworzenie podobnej instalacji na swoim terenie. Kwestia składowania odpadów radioaktywnych oraz zużytego paliwa z zamykanych elektrowni jądrowych jest poważnym punktem spornym w relacjach pomiędzy władzami lokalnymi a rządem w Tokio.

Reasumując całkowity koszt likwidacji elektrowni Fukushima I jest szacowany na około 195 miliardów USD. Jak na razie trudno określić kiedy proces ten zostanie zakończony. Pomimo działań zmierzających do odbudowy zniszczonych terenów oraz programów mających na celu pobudzenie gospodarcze północno-wschodnich prefektur, nie wygląda na to, że sytuacja wróci kiedykolwiek do stanu sprzed katastrofy. Kolejnym ciosem dla procesu odbudowy gospodarczej zniszczonych terenów może być decyzja o przesunięciu Igrzysk olimpijskich w Tokio, które miały być wykorzystane do zaprezentowania procesu rewitalizacji prefektur dotkniętych tragedią.