202002.25
1

FocusOSA #137: Polityka w ASEAN

W lutym doszło do przełomowego wydarzenia w relacjach Filipiny-Stany Zjednoczone, pogłębiającego wątpliwości odnośnie przyszłości sojuszu. Prezydent Duterte podjął decyzję o zerwaniu umowy ratyfikowanej w maju 1999 roku dotyczącej warunków obecności amerykańskich żołnierzy i sprzętu (Visiting Forces Agreement – VFA) na terytorium Filipin. Rzecznik prezydenta poinformował, że decyzja jest pierwszym krokiem w stronę uniezależnienia się państwa pod względem militarnym. Minister spraw zagranicznych – Teodoro Locsin Jr., przekazał w tej sprawie oficjalne pismo wiceszefowi amerykańskiej placówki dyplomatycznej na Filipinach 11 lutego, o czym poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych. Pierwsza reakcja Donalda Trumpa na tą wiadomość również pojawiła się na Twitterze i ograniczyła się do zbagatelizowania sytuacji, słowami, iż dzięki temu Stany Zjednoczone zaoszczędzą dużo pieniędzy.

Partnerstwo między państwami w zakresie bezpieczeństwa opiera się w głównej mierze na traktacie o wzajemnej obronie z 1951 roku. Od tego czasu relacje dwustronne były już świadkiem pewnych napięć. W latach 70-tych doszło do renegocjacji podstawowych warunków traktatu, natomiast w 1992 roku amerykańscy żołnierze zostali zmuszeni do opuszczenia bazy wojskowej w Zatoce Subic, co zakończyło amerykańską obecność trwająca od 1989 roku, kiedy wyspy zostały przejęte od Hiszpanii. Podpisanie VFA w 1998 roku było skutkiem zamknięcia bazy w Zatoce Subic, a także rosnącego zagrożenia ze strony Chińskiej Republiki Ludowej.

Rodrigo Duterte od wygranych wyborów prezydenckich w 2016 roku systematycznie groził ograniczeniem współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, na rzecz poprawy relacji z Pekinem. Świadczy o tym chociażby fakt, że od objęcia władzy w państwie ani razu nie złożył wizyty Waszyngtonie, natomiast w Chinach pojawił się kilkukrotnie. Zerwanie VFA może się okazać jednak działaniem najbardziej brzemiennym w skutki, które może rzeczywiście zagrozić sojuszowi z Amerykanami. Co prawda do ostatecznej decyzji pozostaje okres 180 dni, który może zostać wykorzystany przez obie strony do negocjacji i ewentualnego podpisania nowej umowy. Warto jednakże rozważyć potencjalne skutki permanentnego zerwania porozumienia. 

Jeżeli VFA przestanie obowiązywać, stosunki dwustronne będą miały podobny charakter do tego z początku lat 90-tych XX wieku. To znaczy, sojusz nadal będzie obowiązywał na mocy traktatu z 1951 roku, ale jego efektywność będzie ograniczona do minimum. Brak regulacji w sprawie obecności amerykańskich żołnierzy na Filipinach skutecznie uniemożliwi prowadzenia działań, takich jak ćwiczenia, wizyty statków czy szkolenia, mających na celu usprawnienie współpracy oraz podwyższenie zdolności bojowych. Urzędnicy amerykańscy jak i filipińscy podkreślają, że bez VFA lub innego porozumienia regulującego warunki przebywania żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych, wszystkie dotychczasowe osiągnięcia zostaną utracone, co w dalszej perspektywie będzie miało poważne skutki dla obronności Filipin. Sekretarz Obrony USA – Mark Esper, stwierdził, iż Filipiny zmierzają w złym kierunku. Z kolei według doniesień filipińskiego portalu Rapler w środowisku wojskowym postanowienie prezydenta Duterte nie cieszy się poparciem i jest oceniane jako niekorzystne.

Decyzja Rodrigo Duterte może się również wiązać z negatywnymi skutkami dla wizerunku Stanów Zjednoczonych w regionie Azji i Pacyfiku. Zarządzanie sojuszami zawsze było dużym wyzwaniem dla Waszyngtonu, aczkolwiek wycofanie się Filipin z VFA byłoby jednym z największych ciosów od czasu zakończenia Zimnej Wojny. Tym bardziej, że Stany Zjednoczone są obecnie mocno zaangażowane w rywalizację geopolityczną ze swoimi głównymi rywalami, a mianowicie Rosją i Chinami. Zachwianie amerykańskiej pozycji w regionie może uruchomić ciąg przyczynowo skutkowy, który z jednej strony zachęci takie państwa jak Chiny do zwiększenia swojej asertywności, a z drugiej skłoni inne mniejsze państwa do rewizji swoich zobowiązań sojuszniczych. Już pojawiają się doniesienia o rozpoczęciu przez Filipiny negocjacji z Rosją odnośnie umowy w sprawie bilateralnej współpracy obronnej, która ułatwiłaby realizację projektów z zakresu technicznej kooperacji nad sprzętem wojskowym. Od dłuższego czasu w planach koncernu Kałasznikow jest budowa na Filipinach fabryki lekkiej broni. Strona rosyjska liczy, że podpisanie porozumienia z rządem w Manili, wpłynęłoby na szybszą realizację planu.

Trzeba zaznaczyć, że potencjał militarny Filipin nie należy do największych, a co za tym idzie państwo to nie znajduje się wysoko w amerykańskiej hierarchii a z punktu widzenie strategicznego nie wpływa na pozycję USA w regionie. Z pewnością największa uwaga Waszyngtonu skupia się na Japonii i Korei Południowej, gdzie stacjonują główne amerykańskie siły. Jednak nawet w tym przypadku doszło w ostatnim czasie do napięć. Zwróćmy chociażby uwagę na brak porozumienia z Koreą Południową z grudnia ubiegłego roku, odnośnie wysokości kosztów utrzymania 28,5 tys. amerykańskich żołnierzy na półwyspie. Donald Trump zażądał od Seulu zwiększenia nakładów o ponad 400%. Ostatecznie strony doszły do porozumienia na początku lutego bieżącego roku, na mocy którego Korea Południowa zwiększyła wydatki z ponad 800 mln USD do 1 mld USD, ale cała sytuacja świadczy o niebezpiecznym trendzie w relacjach między Stanami Zjednoczonymi a swoimi sojusznikami w Azji. Jeżeli będzie on kontynuowany, może do skutecznie utrudnić implementację amerykańskich inicjatyw jak wizja „otwartego i wolnego Indo-Pacyfiku”, czy realizację operacji w obronie swobody żeglugi (FONOP), na przykład w basenie Morza Południowochińskiego, gdzie przebiegają kluczowe szlaki transportu morskiego o wartości ponad 5,3 bln USD rocznie.

Na chwilę obecną trudno sformułować wiarygodną prognozę przyszłości relacji Filipiny-Stany Zjednoczone, ponieważ przez kolejnych sześć miesięcy obie strony mogą dojść do porozumienia, które zakończy się podpisaniem innego rodzaju umowy. Bez względu na wynik negocjacji, traktat o wzajemnej obronie z 1951 roku nadal będzie obowiązywał. Pozostaje tylko pytanie jaka będzie jego efektywność, biorąc pod uwagę rosnące wpływy Chin i Rosji.